Mariusz Pojnar • Czwartek, 1 października 2009, 15:03:44 •

Marek Koźmiński, były reprezentant Polski w piłce nożnej, wicemistrz olimpijski z Barcelony a obecnie uznany biznesmen podczas przedostatniego weekendu odwiedził Siedlisko. W rozmowie
z Mariuszem Pojnarem opowiadał o stresie, biznesie i karierze
Co pana ściągnęło na Zamek w Siedlisku?
Przyjechałem na zaproszenie mojego znajomego Giulio Piantiniego (właściciel zamku w Siedlisku – red.) W tej okolicy mam wielu przyjaciół. Zaproszenie na spotkanie w Siedlisku przyjąłem z dużym zadowoleniem i ochotą.
Były premier, Jan Krzysztof Bielecki powiedział kiedyś, że przed jednym z meczów kadry narodowej przez blisko trzy godziny rozmawiał z pewnym piłkarzem i o dziwo, nie zamienili ani słowa o futbolu tylko o... ekonomii. I ten piłkarz doskonale znał rynek oraz reguły nim rządzące. Tym piłkarzem był Marek Koźmiński...
Rzeczywiście do takiej rozmowy doszło między nami w Rejkiawiku kilka lat temu, przed meczem towarzyskim z Islandią. Podczas przedmeczowego spaceru wywiązała się między nami długa konwersacja o funkcjonowaniu średnich przedsiębiorstw we Włoszech. Kiedy zakończyłem swoją przygodę z piłką, mocno zaangażowałem się w biznes. I do sportu i do interesów trzeba mieć dryg. Między jedną a drugą dziedziną zachodzi sporo zależności. Z boiska najbardziej brakuje mi jednego - tego nieporównywalnego z niczym, przedmeczowego stresu.
Do stresu i sportowej kariery wrócimy za chwilę, ale zostając jeszcze przy biznesie... Jakie ma pan cele na najbliższe lata? Może nie będą to cele biznesowe, jest pan przecież wiązany z osobą Franciszka Smudy, który ma objąć narodową reprezentację. Podobno miałby pan zostać kimś w rodzaju dyrektora sportowego...
To prawda, dostałem taką nieformalną propozycję i nie wykluczam takiej możliwości. Zobaczymy, jakie decyzje zostaną podjęte po dokończeniu eliminacji. Na pewno nie odejdę od tego, co robię na dzień dzisiejszy. Interesy, które prowadzę, są na tyle zaawansowane, że nie mogę się z nich wycofać. Co do celów biznesowych, uczestniczę w kilku dużych przedsięwzięciach związanych z branżą nieruchomości.
Kapitał polsko-włoski, który pan reprezentuje, od kilku lat inwestuje w dużych polskich miastach, jak Łódź, Wrocław, Katowice Kraków. Czy rozważcie wejście do mniejszych, takich jak Nowa Sól?
Już jesteśmy obecni w miastach typu Nowa Sól np. w Myślenicach, byliśmy obecni w Olkuszu, a to miasta w granicach 40 tys. ludzi. Budowaliśmy tam średnie centra handlowe. To dosyć ciekawe projekty, bo połączone z obsługą przewoźników MPK, PKS. Taki handel związany z przepływem mas ludzkich. I być może kiedyś z tym moglibyśmy wejść do Nowej Soli albo Zielony Góry.
Tutaj są ładne, zielone i bogate tereny w porównaniu z tym co się dzieje na ścianie wschodniej. Prowadzimy interesy między innymi w Biłgoraju, tam jest zupełnie inny świat. Tutaj kultura została trochę przejęta od Niemców, widać ten niemiecki porządek. Nowa Sól, Zielona Góra czy Sulechów to bardzo atrakcyjne tereny pod względem inwestycyjnym.
Nie jest pan już zmęczony tym życiem w ciągłym biegu?
Obracając się w dużych miastach widzę różnicę między życiem w metropoliach a w małych miasteczkach. Tutaj żyje się dużo wolniej. Jak są trzy samochody na ulicy, mówią że już jest korek. Jest to taka forma życia, którą albo ludzie akceptują i żyją w tym miejscu, albo nie i uciekają do dużego miasta, gdzie jest nieustanna gonitwa. Ja należę do tej drugiej grupy, dobrze się czuję w dużych miastach, nie wyobrażam sobie, żebym miał zamieszkać w małym miasteczku, ale nie ukrywam, że czasami dobrze jest uciec z tego całego wielkomiejskiego zgiełku.
Wyjeżdżał pan do Włoch jako dwudziestolatek. Ciężko było odnaleźć się w jednej szatni z takimi piłkarzami jak Pepe Guardiola czy Roberto Baggio? Czy nie czuł się pan zakompleksiony w tym towarzystwie?
Miałem to szczęście, że przyjęto mnie bardzo dobrze, byłem młody, więc łatwo przystosowywałem się do wszelkich nowości. Natomiast zwrócę uwagę na jedną rzecz. Ci wielcy są po prostu normalni. Normalni, ale bardzo pewni siebie. Tylko takie połączenie i nie zadzieranie nosa daje sukces. To jest najlepsza mieszanka. Każdy z tych, których wymieniłeś, to był wielki „pracuś”.
Ci wielcy akceptowali partnera z drużyny, tylko wtedy, kiedy był dobry i wkładał co najmniej te same zaangażowanie w trening i mecz, co oni. I mnie od początku to się udawało.
Mówił już pan o przedmeczowym stresie, czego jeszcze panu brakuje z boiska?
W tygodniu jestem człowiekiem bardzo zajętym, zabieganym. Ale jak przychodzi weekend, który zawsze był zagospodarowany poprzez mecz, zaczyna się człowiek dziwnie czuć, że tego nie ma.
Zawód sportowca czy aktora ma to do siebie, że jeżeli ktoś jest dobry, jest osobą rozpoznawalną. To jest narcyzm, wiem, ale tak jest. Każdy lubi jak na ulicy ktoś zatrzyma się i go pozdrowi, powie, byłeś dobry w ostatnim meczu. Tego też mi trochę brakuje...
Sport to nie tylko sukcesy, ale także porażki? Jak sobie pan z nimi radził?
Jest takie stare powiedzenie, jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. I to jest prawda. Bez przerwy trzeba dążyć do samodoskonalenia, z dnia na dzień, z treningu na trening, nie zawsze to się udaje, ale nie można się załamywać. Weźmy przykład Guardioli, z którym grałem w Bresci. To dziś jedno z pięciu najważniejszych nazwisk trenerskich na świecie. Jeszcze kilka lat temu dotknął dna, kiedy go zdyskwalifikowano za doping. Nagle z totalnego dołka, w ciągu pięciu lat, znalazł się na szczycie. Zdobył wszystko co mógł. Facet się nie załamał, miał cel w życiu i go osiągnął. W sporcie tak jak w życiu, zawsze będą wzloty i upadki.
Co poradziłby młodym piłkarzom wicemistrz olimpijski z Barcelony, tym którzy są na starcie swojej przygody z piłką?
Twardo stąpać po ziemi, ciężko trenować i być bardzo, bardzo wytrwałym. 50 procent sukcesu jest w nogach, drugie 50 w głowie.
Dziękuję za rozmowę
Co, gdzie, kiedy?
Co w Nowej Soli?
Nożownik zaatakował w areszcie
Mariusz M., podejrzewany o próbę zabicia policjanta, zaatakował w areszcie strażnika. Napastnik został przewieziony do Poznania.
• Tacy Sami szukają sponsorów
• Nożownik już próbował zabić
• Matury? Szału nie ma
• Nie liczę na rewolucję, ale milczeć nie będę
• „Schetynówka” na kłopoty z koleinami
• Lewe fajki w dwóch autach
• Wyrok pod koniec miesiąca?
• Ktoś chciał nożem zabić policjanta
• Ile kosztuje pamięć?
• Niewesołe życie na Wesołej
Co w Bytomiu?
Panie burmistrz, kiedy będzie choinka?
O to w zeszłym roku szefa gminy dopytywały dzieciaki. I tak do „zdenerwowały”, że w tym roku oprócz świątecznego drzewka postanowił im też zrobić niespodziankę.
• Starobruk w miejsce asfaltu
• Remont ratusza częściowo wstrzymany
• Powstaje większa czytelnia
• Jeszcze tylko zieleń
• Seniorzy balowali
• Ruszyły prace w „ewangeliku”
• Wizytówka na ratuszu
• Sauter walczy o pieniądze na drogę. Sprytnie!
• Muzyka niewidomych
• Do grania i do tańczenia
Co w Kożuchowie?
Prawie jak autostradaNarzekają na trudności z poruszaniem się na kożuchowskiej starówce, podczas gdy sami „stworzyli” na rynku czteropasmówkę...
• Sesja z honorami
• Samorząd kupi mieszkania
• Akcja z problemami
• Wielka przeprowadzka?
• Wieś się podzieliła. Czy się zjednoczy?
• Dokąd zmierzasz, Kożuchowie?
• Dzik jest dziki, dzik jest zły...
• Był mostek, będzie most
• Dojazd z problemami
• Ślubowanie pierwszoklasistów
Co w Otyniu?
Zapisz się na mammografięW przyszłym tygodniu w gminie Otyń będzie można wykonać darmowych badań mammograficznych.
• Czy współfinansować powiatowe inwestycje w gminie?
• Tajemnice otyńskiej rezydencji
• Muzyka dawna w trzech odsłonach
• Jarzębinki na medal
• Strażacka przyjaźń ponad granicami
• Otyńskie malowanie
• Boisko dobre na wszystko
• Czy ktoś kupi fabrykę?
• Święto plonów z europejskim akcentem
• Niedoradz pobawił się „na "grubo"
Co w Nowym Miasteczku?
Betonowe płyty zastąpi polbruk
Ruszył remont ul. Marcinkowskiego, który będzie kosztować 350 tys. zł.
• Betonowe płyty zastąpi polbruk
• Mieszkańcy stworzyli miejsce do wspólnych zabaw
• Ocieplą budynki
• Obok stadionu ma być hala i kryta pływalnia
• Rusza rewitalizacja!
• Budują chodnik do cmentarza
• Położą rury na dwóch ulicach
• Chóry na deskach
• Powrót do chóralnych tradycji
• Oko w oko z literaturą i jej twórcami
Kultura
Rasowy blues rozbujał Teatralną
Piątkowy wieczór bywalcom Kawiarni Teatralnej upłynął w iście bluesowym nastroju, a to za sprawą koncertu Gedii Blues Band.
• NoHands na Zamku
• W małym klubie wielki koncert
• Przez bajkę do zdrowia
• O książkach i nie tylko...
• Historia nie jest jej obca
• Literackie wspomnienia lata
• Diabeł tkwi w szczególe
• W Teatralnej na rockową nutę
• Żywiołowy występ artystów z Ukrainy
• Koncert, który porusza wyobraźnię
Felieton
Wszystko co mamy, to pamięć
Pędzimy. Codziennie pędzimy w czasie nieuchronnie odcinając jego kawał za kawałem i odrzucając w przeszłość.
Więcej
• Chlopcy od Fausta
• Dziękuję za Nobla dla Obamy i za rok chcę Odrzany
• Najlepiej umierać hurtowo
• "Niemój" Romek jeździ do "Spożywczaka"
• Rozmowa z duchem
• Zapominamy o bohaterach
• Internetowe wojny
Fakty non-stop
Nowa Sól • Dwie osoby zginęły w wypadku koło Nowej Soli
W sobotę ok godz. 10.20 na drodze krajowej nr 3, tuż przy węźle nowosolskim doszło do tragicznego wypadku. W zderzeniu osobowego fiata sieny z ciężarowym manem zginęły dwie osoby.
• Dzień Niepodległości
• 0:8
• Oni, odkrywcy
• Uratowały ich grube mury
• Zmiany ruchu na ul. Wandy i rozkład PKS
• Te panie obronią się same
• Wywieźli ją na dworzec
• Młody policjant walczy o życie po ataku nożownika
• Sesja z tanecznym akcentem


