Krzysztof Koziołek • Czwartek, 10 września 2009, 16:13:10 •

1 września, samo południe, główna ulica Nowej Soli. Zaczyna wyć syrena upamiętniająca rocznicę wybuchu II wojny światowej. Ktoś się zatrzymuje? Przechodnie przystają na moment, by zamyślić się nad tym, co działo się 70 lat temu? Kierowcy zatrzymują swoje auta, by choć na chwilę pomyśleć o milionach naszych rodaków, którzy stracili życie, broniąc kraju nad Wisłą? Tak. Ale tylko ci, których na skrzyżowaniu łapie czerwone światło... Nikt się nie zatrzymał, nikt nie przystanął! Ani jedna osoba, ani jeden samochód, przynajmniej ci w zasięgu mojego wzroku, a było to ładnych kilkaset metrów. A syrena wyła dobre kilka minut. Niektórzy tylko odwracali głowy, jakby szukając źródła dźwięku, pewnie zastanawiając się, z jakiej to okazji?
Dlaczego tak jest, że my, Polacy, potrafimy wznieść się ponad podziałami tylko wtedy, kiedy jest naprawdę źle? Dlaczego pamiętamy o bohaterach od wielkiego dzwonu, a czasem nie pamiętamy wcale? Dlaczego nie dbamy o nasze ulice, chodniki, drogi, przystanki autobusowe – przecież to nasze wspólne dobro? Dlaczego, gdy komuś z nas się powiedzie w życiu, od razu znajdzie się dziesięciu innych gotowych podłożyć mu kłodę pod nogi – ach, to takie polskie przecież...
Dlaczego nie jesteśmy patriotami? I nie mam tu na myśli tego, że trzeba by z bronią iść na barykady, walczyć z okupantem, czy przymierać głodem przez ponad pięć lat. Dziś patriota w moich oczach to ten, kto w pracy się nie obija, tylko robi to, co do niego należy. Bo każdy z nas swoją codzienną pracą dokłada cegiełkę do tego, co się nazywa „Polska”. Górnolotne to słowa? Gdyby 1. września obchodzono w Stanach Zjednoczonych, ruch na ulicach - zarówno wielkich metropolii jak i malutkich miasteczek na prowincji - by zamarł, ludzie stanęli na baczność, a domy i urzędy byłyby przystrojone narodowymi flagami. Ale przecież my się z tej całej „amerykańskości” śmiejemy, nie potrafiąc dostrzec tego, że Amerykanie – choćby przy pomocy filmów rodem z Hollywoodu – zbudowali tożsamość narodową w zaledwie nieco ponad 200 lat. I potrafią ją pielęgnować każdego dnia.
Czy my kiedyś będziemy tak kochać swoją ojczyznę? Będziemy jej tak wierni i tak z niej dumni? Chciałbym, choć obawiam się, że już zbyt mocno pokochaliśmy coweekendowe zakupy w galeriach handlowych, leżenie bykiem na plaży przy domku nad jeziorem, chlanie wódy przy każdej okazji i oglądanie tysiącodcinkowych tasiemców w telewizji, by jeszcze wystarczyło trochę uczucia dla czegoś tak nierealnego, jak ojczyzna.
Ale jest małe światełko w tunelu. Paradoksalnie, sytuację mogą zmienić... kibice. Piłki nożnej, siatkówki i wielu innych dyscyplin. Gdy oglądają mecze, na żywo lub w telewizji, wiwatując naszym szalikami z napisem „Polska”. To też przecież jest objaw przywiązania do narodowych barw.
Od bodaj roku każdy ligowy mecz żużla w Zielonej Górze rozpoczyna się odegraniem hymnu narodowego. Na początku niektórzy kręcili nosami, a nie śpiewał prawie nikt. Ba, znajdowali się tacy, którym trzeba było przypominać, że w takim momencie ściąga się czapki z głów. Po roku przypominać już nie trzeba prawie nikomu, coraz więcej osób stara się też śpiewać. A ja czekam na taki dzień, gdy z gardeł kilkunastu tysięcy kibiców poleci „Jeszcze Polska nie zginęła”. I marzy mi się jeszcze, że nie będzie się tego dnia liczyć, czy ktoś jest z Zielonej Góry, Gorzowa, Leszna, Bydgoszczy, Warszawy czy Krakowa. Że w końcu zaczniemy się wszyscy wzajemnie szanować także w czasach pokoju...
Co, gdzie, kiedy?
Kultura
Rasowy blues rozbujał Teatralną
Piątkowy wieczór bywalcom Kawiarni Teatralnej upłynął w iście bluesowym nastroju, a to za sprawą koncertu Gedii Blues Band.
• NoHands na Zamku
• W małym klubie wielki koncert
• Przez bajkę do zdrowia
• O książkach i nie tylko...
• Historia nie jest jej obca
• Literackie wspomnienia lata
• Diabeł tkwi w szczególe
• W Teatralnej na rockową nutę
• Żywiołowy występ artystów z Ukrainy
• Koncert, który porusza wyobraźnię
Rozmowa
Miasto da pieniądze na zabytki
Mieszkańcy kamienic wpisanych do rejestru zabytków mogą liczyć na dofinansowanie ich remontów, muszą tylko złożyć wniosek. O szczegóły pytamy Beatę Pietrzykowską, naczelnika wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska.
• Lapidaria są pełne ludzkich życiorysów
• Stowarzyszenie „Radość” otwiera drzwi
• Paweł Pazdrowski - Ciężka praca z artystami
• Grzegorz Tyrak - To dobry moment na kupno własnego M
• Filip Czekała - Lepiej zapobiegać niż leczyć
• Koźmiński - Trochę jestem narcyzem...
• Danuta Ferdynus - Tak spędzamy jesień życia
• Agata Bojdunik - Jestem optymistką
• Wiesław Szkondziak - Zyskać możemy wszyscy
• Stanisław Hruświcki - Swoją pracę trzeba lubić



