Otyń • Tajemnice otyńskiej rezydencji
Tomasz Andrzejewski • Czwartek, 15 października 2009, 12:51:28 •

Spoglądając w przeszłość Otynia nie sposób oprzeć się refleksji, że lata świetności miejscowości, przynajmniej do początków XX stulecia, związane były z losami jej właścicieli oraz ich rezydencji. Dzisiaj miejscowość żyje innym rytmem, a o bogatych, pełnych dramatycznych momentów dziejach Otynia przypominają zapomniane ruiny zamku-klasztoru. Historia obeszła się tym obiektem okrutnie. Niegdyś wspaniała rezydencja szlachecka, przebudowana w dobie baroku na klasztor, tętniła życiem swoich mieszkańców i pielgrzymów przybywających do cudownej maryjnej figury. Dziś rozpadające się mury budowli są świadectwem ponurej historii ostatnich kilkudziesięciu lat – dziejów celowej polityki niszczenia niewygodnych dzieł sztuki, a przede wszystkim nieudolnych decyzji, które przyczyniły się do całkowitej zagłady tego cennego zabytku architektury.
Zamek właścicieli miasta
Początki miasta, podobnie jak wielu innych średniowiecznych ośrodków, są bardzo mgliste i słabo uchwytne w źródłach. Po raz pierwszy Otyń (Otin) wzmiankowany był w 1313 r. Położone na szlaku handlowym z Głogowa do Zielonej Góry miasto nigdy nie wyrosło na znaczący ośrodek handlu. Z tego też powodu pozostawał Otyń miastem otwartym, pozbawionym miejskich obwarowań. Zagadką pozostaje do dziś pochodzenie niemieckiej nazwy Otynia, która utrwaliła się już w XIV wieku. Nazwa Wartenberg – czyli wzgórze wartownicze sugerować może, że jednak w mieście znajdowała się jakaś budowla obronna. Prawdopodobnie był to zamek z wieżą, którą przedstawiono dwieście lat później na wystawionym przez króla Ferdynanda I dokumencie herbowym Otynia (1528 r.). Herb, przedstawiający w czerwonym polu zielone wzgórza ze srebrną wieżą z otwartą bramą i podniesioną kratą oraz postać rycerza, który trzyma gotowy do rzutu kamień, jest także bardzo interesujący i tajemniczy. Niewykluczone, że wizerunek herbu dopasowano do obowiązującej już nazwy miasta, jednak pojawienie się w nim wieży nie było raczej przypadkowe. Wkrótce po założeniu miasta mogła zostać wzniesiona w jego pobliżu warowna siedziba dziedzicznego wójta, który w imieniu księcia sprawował władzę nad ośrodkiem miejskim. Czy był to niewielki zamek typu wieżowego, czy inna budowla, można się tylko domyślać. W pierwszej połowie XV stulecia Otyń znalazł się w rękach rycerskiej rodziny von Zabeltitz (Zabel, Czabil), która skupiła znaczne dobra ziemskie po obu stronach Odry. Oprócz miasta należały do nich wsie wchodzące dziś w skład gminy Otyń oraz Kolsko i Konotop. Pierwszym znanym z imienia właścicielem tych dóbr był Sigismund von Zabeltitz (wzmiankowany w 1437 r.). Rodzinie tej przypisuje się budowę zamku, który stanął na południowy-wschód od miasta. O tej gotyckiej budowli wiemy niewiele, gdyż w XVI wieku została gruntownie przebudowana. Z późniejszych przekazów wiemy, że zamek Zabeltitzów posiadał wieżę. Można przypuszczać, że siedziba rycerska Zabeltitzów stanęła w miejscu jakiejś wcześniejszej budowli obronnej, do której dobudowano kolejne człony – dom mieszkalny, zabudowania gospodarcze, a całość otoczono murem i fosą, zasilaną wodami pobliskiej Śląskiej Ochli.
Tragiczny koniec rodzinnej fortuny
Skupione w rękach rodziny Zabeltitz dobra ziemskie były jednymi z największych w tej części księstwa głogowskiego. Dochody czerpane z czynszów, danin i opłat drogowych z pewnością były znaczne i rodzina należała do zamożnych. Według niektórych badaczy Zabeltitzowie trudnić się mieli także rozbójnictwem, co w dobie średniowiecza było procederem raczej powszechnym wśród rycerzy. Wydarzenia, które rozegrały się w końcu XV stulecia do dziś pozostają tajemnicą i znane głównie z późniejszych przekazów. Głównym sprawcą tragedii rodzinnej właścicieli Otynia był książę głogowski Jan II zwany przez historyków Szalonym lub Złym. W latach 1476-1482 stoczył on zwycięską wojnę z Brandenburczykami o księstwo głogowskie i krótko po jej zakończeniu rozprawił się z Zabeltitzami. Czy powodem działań księcia, które rozegrały się około roku 1482 była chęć ukrócenia zbójeckiego procederu czy też chęć zagarnięcia ich majątku – tego się już zapewne nie dowiemy. Wiadomo natomiast, że dwóch braci - Bruna i Kaspara pojmano w Głogowie i osadzono w wieży tamtejszego zamku. Wkrótce potem zostali skazani na karę śmierci i ścięci. Trzeci z braci, Christoph, pojmany został w Otyniu, gdzie książę miał się wyprawić z licznym orszakiem zbrojnych (około 200 jeźdźców). Podczas tej wyprawy zagarnięte zostały także skarby Zabeltitzów. Uwięziony w wieży zamku w Kożuchowie ostatni z braci miał umrzeć śmiercią głodową. Książę po zgładzeniu właścicieli Otynia skonfiskował ich majątek. Jego czyn doczekał się jednoznacznych ocen wszystkich badaczy, którzy w okrucieństwie księcia dopatrywali się raczej chęci zdobycia bogactw niż zwalczania rycerskiego rozbójnictwa.
Magnacka rezydencja
Ponad trzydzieści lat po śmierci Zabeltitzów Otyń wraz przyległymi dobrami i zamkiem znalazł się w rękach możnego rodu Rechenbergów. W 1516 r. bracia Hans i Nickel Rechenberg nabyli całość dóbr od króla czeskiego Władysława Jagiellończyka. W krótkim czasie przebudowali oni gotycki zamek w jedną z najbardziej okazałych rezydencji w północnej części księstwa głogowskiego. Zakres i czas przeprowadzonych w XVI w. przez Rechenbergów prac znany jest tylko z ogólnikowych przekazów. Przebudowę zamku po 1519 r. rozpoczął Hans Rechenberg, który pragnął zapewne uczynić z Otynia swoją główną rezydencję. Powstało wtedy czteroskrzydłowe założenie z obszernym dziedzińcem. Północne i zachodnie skrzydła pełniły funkcje mieszkalne; południowe i wschodnie miały charakter gospodarczy. Wejście do zamku prowadziło przez zlokalizowany od północy budynek bramny, przy którym prawdopodobnie znajdowała się stara gotycka wieża. Według przekazów z początku XIX wieku zamek posiadał 22 pokoje (w tym 11 sklepionych izb), dwie duże sale i 9 piwnic. W zabudowaniach gospodarczych mieściły się kuchnia, piekarnia, zbrojownia i stajnia na 15 koni. Zamek miał posiadać własną kanalizację i wodociągi, doprowadzające wodę do kuchni i piekarni. Całość założenia z pewnością nadal otaczała nawodniona fosa. W 1536 r. Hans Rechenberg zapisał zamek swojemu kuzynowi Georgowi Rechenbergowi z Borowa Polskiego. Od tego czasu zamek w Otyniu stał się główną siedzibą otyńskiej linii rodu i centrum rozległego majątku ziemskiego. Rezydencja była modernizowana i rozbudowywana przez kolejnych potomków Rechenberga do początków XVII stulecia.
Rodzinne spory i upadek rezydencji
W 1610 r. zmarł nagle ostatni z otyńskich Rechenbergów, Johann Georg. W wyniku nieprecyzyjnego zapisu testamentowego rozpoczął się trwający kilkadziesiąt lat spór o prawa do majątku otyńskiego. Po schedę roszczenia wnieśli siostra zmarłego Helena i jej mąż Hans Ernest Sprintzenstein oraz Melchior Rechenberg ze Sławy, który był najbliższym męskim krewnym. Obie strony pretendujące do spadku wszczęły już w 1610 r. działania procesowe oraz, co ciekawe, wprowadziły się do zamku. Sytuacja ta powodowała liczne napięcia, gdyż Melchior Rechenberg, uważając się za prawowitego właściciela majątku, właściwie przejął nad nim zarząd i ograniczał swobody Sprintzensteinów, także w kwestii zajmowania przez nich pomieszczeń zamkowych. Koneksje Rechenbergów na dworze cesarskim dawały im realne szanse powodzenia w rozpoczynającym się procesie. Jednak atutem strony przeciwnej był fakt, że byli katolikami. Ponadto baron Hans Ernest Sprintzenstein z racji pełnienia funkcji radcy kamery dworskiej i pułkownika cesarskiego miał także duże wpływy na dworze habsburskim. Dla Rechenbergów proces od początku układał się niepomyślnie. Sądy odrzucały kolejne apelacje, poleciły opuścić sporne dobra i wypłacić Sprintzensteinom odszkodowanie. Spór rodzinny o Otyń zbiegł się wybuchem wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Po śmierci Melchiora Rechenberga działania procesowe kontynuował jego syn Balthazar. W 1628 r. zmarła Helena Sprintzenstein, czyniąc swoim spadkobiercą męża, Hansa Ernesta. Rok później nowy właściciel Otynia poślubił spokrewnioną z arcybiskupem praskim grafinię Eleonorę von Harrach, umacniając tym samym swoją pozycję polityczną na katolickim dworze cesarskim. W 1633 r. Balthasar Rechenberg wykorzystując obecność protestanckich wojsk zajął zbrojnie Otyń i uwięził Sprintzensteina w wieży zamkowej. Wszczął także nowy proces, szukając poparcia u protestanckich książąt Śląska. Ich decyzją Sprintzensteina zmuszono do opuszczenia dóbr otyńskich, które do czasu rozstrzygnięcia sporu na drodze sądowej przekazane zostały Rechenbergowi. Był to chwilowy sukces, gdyż wkrótce obóz katolicki przystąpił do kontrofensywy i odzyskał Śląsk. Skorzystał z tego Sprintzenstein, który wzniósł do sądu cesarskiego wniosek o kasatę decyzji podjętych przez protestantów i odniósł kolejny sukces. Z tej okazji jako wotum polecił na terenie zamku wznieść kaplicę (jej lokalizacji nie udało się dotąd ustalić). Ostatecznie w 1639 r. sąd uchylił pretensje Rechenbergów, a cesarz nakazał milczenie w tej sprawie. Sprintzenstein z sukcesu nie cieszył się długo, gdyż w obawie przed wkraczającymi na ziemie nadodrzańskie Szwedami najpierw schronił się w Klenicy, a następnie udał się na emigrację do Polski, gdzie wkrótce zmarł. Na mocy testamentu wszystkie dobra dożywotnio przejęła jego żona Eleonora, która także do swojej śmierci w 1645 r. przebywała na emigracji. Wkrótce przed śmiercią zapisała Otyń zakonowi jezuitów. Oficjalne przejęcie dóbr przez zakon nastąpiło w 1649 r. i było elementem realizowanej przez cesarza polityki umacniania katolicyzmu w tej części Śląska.
Przebudowa zamku na klasztor
Z jezuickich przekazów z połowy XVII w. wiadomo, że przejęli oni zdewastowaną budowlę. W 1653 r. wyremontowano część pomieszczeń i wybudowano nowy budynek dla służby, a całość założenia otoczono murem. Nie wiemy jaki teren otaczał mur i czy dokonano zasypania fosy. Pierwszą fazę odbudowy zamku zakończono w 1654 r. W 1671 r. rozebrano spękane mury jednego ze skrzydeł i postawiono nowe. W końcu XVII w. problemem stał się brak właściwego dla potrzeb zakonników miejsca modlitwy. Kaplica zamkowa Sprintzensteina była zdewastowana, wybudowano więc nową. W tym celu zerwano mury zewnętrzne jednego ze skrzydeł i wysunięto budowlę poza lico zamku. Niewykluczone, że budowla stanęła w miejscu dawnej gotyckiej wieży przy budynku bramnym. W 1688 r. odnotowano, że kaplica posiadała duże okna oraz murowany ołtarz. W 1702 r. miasto, całość założenia zamkowego oraz pobliski folwark strawił pożar. Zniszczenia były tak poważne, że jezuici podjęli decyzję o rozebraniu większości murów renesansowego zamku i wzniesieniu nowego zespołu klasztornego z kaplicą. Budowlę rozpoczęto w 1703 r. i kontynuowano do połowy lat 30. XVIII stulecia. Wzniesiony na zrębach zamku Rechenbergów klasztor był okazałą barokową budowlą, założoną na planie czworoboku z wyodrębnioną od północy kaplicą. Przebudowa zatarła całkowicie renesansowy charakter założenia, z którego pozostał jedynie budynek bramny.
Lokalne sanktuarium
Jezuici uczynili z majątku otyńskiego dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, które do końca XVIII stulecia przynosiło zakonowi znaczne dochody. Nie zaniedbywali oczywiście spraw religijnych. Zakon był narzędziem kontrreformacji, toteż w krótkim czasie doprowadził do ponownego przejścia na katolicyzm większości mieszkańców. W działaniach tych nie stroniono od rozwiązań siłowych, a opór poddanych przyjął nawet formę buntu chłopów w 1673 r. Wielkim osiągnięciem zakonników było uczynienie z Otynia lokalnego sanktuarium maryjnego, co stało się za sprawą sprowadzenia do kaplicy klasztornej cudownej figury Matki Bożej Klenickiej. Kult maryjny w krótkim czasie rozpowszechnił się w dobrach zakonnych oraz na pograniczu śląsko-polskim. W XVIII i XIX wieku w dorocznych procesjach z Otynia do Klenicy uczestniczyły grupy ludności z całego pogranicza, a nawet z głębi Niemiec i ziem polskich. Z racji znacznej liczby pielgrzymów z Polski oraz zamieszkiwania dóbr zakonnych przez ludność mówiącą po polsku kaplicę nazywano „polską”. O obecności ludności polskiej wspominała w swoich pamiętnikach jeszcze w połowie XIX stulecia, odwiedzająca Otyń księżna żagańska Dorota de Talleyrand-Périgord. Kult maryjny przetrwał kasatę zakonu i przejęcie zamku-klasztoru przez nowych właścicieli – okazał się także ponadnarodowy i pielęgnowany jest do dziś.
Tajemnicze XIX stulecie
W posiadaniu jezuitów Otyń pozostawał do 1776 r. Po kasacie przez papieża zakonu król pruski Fryderyk II zwlekał z likwidacją struktur zakonnych w swoim państwie przez trzy lata. Kiedy podjął decyzję likwidacji zakonu i wydzierżawił dobra zakonne szlachcie w przypadku Otynia uczynił wyjątek. Osobiste kontakty ostatniego superiora otyńskiego majątku Karla Reinacha z królem umożliwiły przekształcenie placówki zakonnej w świecki instytut szkolny, zarządzany nadal przez zakonnika. Dopiero po śmierci króla w 1786 r. zmuszono dawnych zakonników do opuszczenia Otynia. Rok później miasto i okoliczne dobra zakupił książę kurlandzki i żagański Piotr Biron. Posiadający ogromny majątek na Śląsku i w Czechach magnat rzadko bywał w swoich otyńskich dobrach i niewiele wiemy o jego działaniach. Zachowała się tylko informacja, że w 1790 r. polecił na potrzeby miejscowych ewangelików przeznaczyć jedno z pomieszczeń na terenie zamku-klasztoru. Tym samym pojezuicka rezydencja stała się miejscem kultu dwóch wyznań. Katolicy pielgrzymowali do kaplicy klasztornej z cudowną figurą (administrowali nią proboszczowie parafii katolickiej), natomiast protestanci korzystali z jednej z sal rezydencji. Stan ten trwał prawie 100 lat, kiedy ostatecznie w 1878 r. ewangelicy opuścili swoją salę modlitw i wznieśli na terenie miasta własną świątynię. W rękach potomków Birona (zm. 1800 r.) pozostawał Otyń do 1879 r. Spadkobierczynią Otynia po śmierci księcia została jego najmłodsza córka Dorota. Księżna żagańska de Talleyrand-Périgord zamieszkała na stałe na Śląsku dopiero po roku 1840 r. Jednak ostatnie lata swojego życia spędziła w Żaganiu i w przebudowanym na jej polecenie pałacu w Zatoniu. Otyń odwiedzała kilkakrotnie, dłuższy pobyt miał miejsce w 1843 r. Ufundowała tu szpital i szkołę. Niestety nie wiemy niczego na temat prowadzonych przez nią inwestycji na terenie rezydencji, która była w tym czasie zapewne siedzibą zarządcy majątku. Trwałym śladem władztwa Bironów nad otyńską rezydencją był widoczny jeszcze w końcu ubiegłego stulecia herb rodowy, który znajdował się nad wejściem do północnego skrzydła założenia. Źródła nie odnotowały większej aktywności budowlanej także następcy księżnej Doroty (zm. 1862 r.). Jej młodszy syn Aleksander sprzedał majątek otyński pruskiemu ministrowi Carlowi Rudolfowi Friedenthalowi, a ten uczynił swoją spadkobierczynią córkę Renatę, zamężną z baronem Oscarem von Lanceken-Wakenitz. Nowi właściciele inwestowali w majątku znaczne sumy, wznosząc w pobliżu rezydencji nowe zabudowania gospodarcze. Losy rezydencji są w tym czasie nieznane. Z przekazów ikonograficznych i fotograficznych z połowy XIX i początku XX wieku wynika, że obiekt był zadbany i otoczony stylowo urządzonym parkiem.
Dramatyczny XX wiek
Po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, właścicielka Otynia Renata Bronowa von Lanceken--Wakenitz pozbawiona została majątku z powodu żydowskiego pochodzenia. Do 1945 r. zamieszkiwała w Zatoniu, gdzie zmarła. W czasie wojny w majątku otyńskim przebywali jeńcy francuscy, belgijscy, radzieccy i włoscy, których zatrudniano przy pracach polowych. Jaką rolę pełnił w tym czasie zamek-klasztor nie wiadomo. Z jego losami nierozerwalnie związana jest postać miejscowego proboszcza katolickiego - Otto Stephena, który parafię w Otyniu objął w 1920 r. Już w pierwszych latach swojej pracy dał się poznać jako aktywny duszpasterz i administrator dóbr kościelnych. Jego staraniem kult maryjny w Otyniu przeżywał w okresie międzywojennym ponowny rozkwit. W czasie wojny znany był ze swojej antynazistowskiej postawy. W przeddzień zajęcia miasta przez Rosjan ks. Otto z garstką parafian ukrył figurę Matki Bożej, wota, naczynia i szaty liturgiczne w piwnicach otyńskiej rezydencji. Kościół i klasztor wyszedł z zawieruchy wojennej bez szwanku. Po przejęciu miasta przez władze polskie, proboszcz nie opuścił parafii, postanowił pozostać i nadal służyć kościołowi w Otyniu. Jesienią parafię objął polski proboszcz ks. Lisak, a ks. Otto nadal czynnie uczestniczył w pracy parafii, wspierając w tym polskiego duchownego. Jeszcze przed przybyciem polskiego administratora parafii, osoba niemieckiego duchownego znalazła się w kręgu zainteresowań Urzędu Bezpieczeństwa w Zielonej Górze. Sam fakt pozostania na parafii i krążące opowieści o bajecznych skarbach ukrytych w kościele i klasztorze, sprowadzały na proboszcza liczne naloty milicji i UB. Wielokrotnie w tym czasie był wzywany na przesłuchania. W związku z tym, że nie chciał ujawnić miejsca ukrycia kościelnego mienia, w lipcu 1946 r. został aresztowany przez UB. Po zwolnieniu przybył do Otynia i w ciągu kilku dni zmarł. Miesiąc później do Otynia przybyła liczna grupa UB i MO, która po wielogodzinnych poszukiwaniach odkryła klasztorną skrytkę. Wśród szat i naczyń liturgicznych znajdowała się również figura Matki Boskiej. Dzięki usilnym staraniom polskiego proboszcza ks. Lisaka samą figurę i sprzęty liturgiczne pozostawiono. Pozostałe rzeczy, tj. mienie niemieckich mieszkańców zostało przez UB wywiezione do Zielonej Góry. Splądrowany zamek-klasztor pozostawał bez opieki przez kilka lat. W 1946 i 1953 r. obiekt trawiły pożary. Ten ostatni zniszczył dach kaplicy, której wyposażenie w postaci barokowych rzeźb i obrazów w międzyczasie zniknęło. Ich los do dzisiaj jest nieznany, część wyposażenia zabezpieczył proboszcz parafii. Po wojnie splądrowano także krypty – miejsce pochówku zakonników. Dopiero po pewnym czasie zebrano pozostałe szczątki i pochowano we wspólnej mogile na cmentarzu komunalnym w Otyniu. W latach 60. w części pomieszczeń dawnej rezydencji znajdowały się mieszkania pracownicze. Pozostała część stopniowo uległa zniszczeniu, a po wyprowadzeniu ostatnich mieszkańców cały obiekt uległ dewastacji. W ten sposób cenny zespół zamkowo-klasztorny stopniowo zamieniał się w ruinę. W połowie lat 90. XX wieku pozostałości zlikwidowanego PGR i ruiny klasztorne sprzedano prywatnemu przedsiębiorcy. Nadzieje na zabezpieczenie obiektu, a nawet częściową odbudowę okazały się jednak płonne. Przez kolejne kilkanaście lat stan obiektu uległ dalszemu pogorszeniu, zawaliła się m.in. najstarsza część założenia – budynek bramny. Stan ten trwa do dziś.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. DODAJ
Tomasz Andrzejewski • Czwartek, 15 października 2009, 12:51:28 •

Spoglądając w przeszłość Otynia nie sposób oprzeć się refleksji, że lata świetności miejscowości, przynajmniej do początków XX stulecia, związane były z losami jej właścicieli oraz ich rezydencji. Dzisiaj miejscowość żyje innym rytmem, a o bogatych, pełnych dramatycznych momentów dziejach Otynia przypominają zapomniane ruiny zamku-klasztoru. Historia obeszła się tym obiektem okrutnie. Niegdyś wspaniała rezydencja szlachecka, przebudowana w dobie baroku na klasztor, tętniła życiem swoich mieszkańców i pielgrzymów przybywających do cudownej maryjnej figury. Dziś rozpadające się mury budowli są świadectwem ponurej historii ostatnich kilkudziesięciu lat – dziejów celowej polityki niszczenia niewygodnych dzieł sztuki, a przede wszystkim nieudolnych decyzji, które przyczyniły się do całkowitej zagłady tego cennego zabytku architektury.
Zamek właścicieli miasta
Początki miasta, podobnie jak wielu innych średniowiecznych ośrodków, są bardzo mgliste i słabo uchwytne w źródłach. Po raz pierwszy Otyń (Otin) wzmiankowany był w 1313 r. Położone na szlaku handlowym z Głogowa do Zielonej Góry miasto nigdy nie wyrosło na znaczący ośrodek handlu. Z tego też powodu pozostawał Otyń miastem otwartym, pozbawionym miejskich obwarowań. Zagadką pozostaje do dziś pochodzenie niemieckiej nazwy Otynia, która utrwaliła się już w XIV wieku. Nazwa Wartenberg – czyli wzgórze wartownicze sugerować może, że jednak w mieście znajdowała się jakaś budowla obronna. Prawdopodobnie był to zamek z wieżą, którą przedstawiono dwieście lat później na wystawionym przez króla Ferdynanda I dokumencie herbowym Otynia (1528 r.). Herb, przedstawiający w czerwonym polu zielone wzgórza ze srebrną wieżą z otwartą bramą i podniesioną kratą oraz postać rycerza, który trzyma gotowy do rzutu kamień, jest także bardzo interesujący i tajemniczy. Niewykluczone, że wizerunek herbu dopasowano do obowiązującej już nazwy miasta, jednak pojawienie się w nim wieży nie było raczej przypadkowe. Wkrótce po założeniu miasta mogła zostać wzniesiona w jego pobliżu warowna siedziba dziedzicznego wójta, który w imieniu księcia sprawował władzę nad ośrodkiem miejskim. Czy był to niewielki zamek typu wieżowego, czy inna budowla, można się tylko domyślać. W pierwszej połowie XV stulecia Otyń znalazł się w rękach rycerskiej rodziny von Zabeltitz (Zabel, Czabil), która skupiła znaczne dobra ziemskie po obu stronach Odry. Oprócz miasta należały do nich wsie wchodzące dziś w skład gminy Otyń oraz Kolsko i Konotop. Pierwszym znanym z imienia właścicielem tych dóbr był Sigismund von Zabeltitz (wzmiankowany w 1437 r.). Rodzinie tej przypisuje się budowę zamku, który stanął na południowy-wschód od miasta. O tej gotyckiej budowli wiemy niewiele, gdyż w XVI wieku została gruntownie przebudowana. Z późniejszych przekazów wiemy, że zamek Zabeltitzów posiadał wieżę. Można przypuszczać, że siedziba rycerska Zabeltitzów stanęła w miejscu jakiejś wcześniejszej budowli obronnej, do której dobudowano kolejne człony – dom mieszkalny, zabudowania gospodarcze, a całość otoczono murem i fosą, zasilaną wodami pobliskiej Śląskiej Ochli.
Tragiczny koniec rodzinnej fortuny
Skupione w rękach rodziny Zabeltitz dobra ziemskie były jednymi z największych w tej części księstwa głogowskiego. Dochody czerpane z czynszów, danin i opłat drogowych z pewnością były znaczne i rodzina należała do zamożnych. Według niektórych badaczy Zabeltitzowie trudnić się mieli także rozbójnictwem, co w dobie średniowiecza było procederem raczej powszechnym wśród rycerzy. Wydarzenia, które rozegrały się w końcu XV stulecia do dziś pozostają tajemnicą i znane głównie z późniejszych przekazów. Głównym sprawcą tragedii rodzinnej właścicieli Otynia był książę głogowski Jan II zwany przez historyków Szalonym lub Złym. W latach 1476-1482 stoczył on zwycięską wojnę z Brandenburczykami o księstwo głogowskie i krótko po jej zakończeniu rozprawił się z Zabeltitzami. Czy powodem działań księcia, które rozegrały się około roku 1482 była chęć ukrócenia zbójeckiego procederu czy też chęć zagarnięcia ich majątku – tego się już zapewne nie dowiemy. Wiadomo natomiast, że dwóch braci - Bruna i Kaspara pojmano w Głogowie i osadzono w wieży tamtejszego zamku. Wkrótce potem zostali skazani na karę śmierci i ścięci. Trzeci z braci, Christoph, pojmany został w Otyniu, gdzie książę miał się wyprawić z licznym orszakiem zbrojnych (około 200 jeźdźców). Podczas tej wyprawy zagarnięte zostały także skarby Zabeltitzów. Uwięziony w wieży zamku w Kożuchowie ostatni z braci miał umrzeć śmiercią głodową. Książę po zgładzeniu właścicieli Otynia skonfiskował ich majątek. Jego czyn doczekał się jednoznacznych ocen wszystkich badaczy, którzy w okrucieństwie księcia dopatrywali się raczej chęci zdobycia bogactw niż zwalczania rycerskiego rozbójnictwa.
Magnacka rezydencja
Ponad trzydzieści lat po śmierci Zabeltitzów Otyń wraz przyległymi dobrami i zamkiem znalazł się w rękach możnego rodu Rechenbergów. W 1516 r. bracia Hans i Nickel Rechenberg nabyli całość dóbr od króla czeskiego Władysława Jagiellończyka. W krótkim czasie przebudowali oni gotycki zamek w jedną z najbardziej okazałych rezydencji w północnej części księstwa głogowskiego. Zakres i czas przeprowadzonych w XVI w. przez Rechenbergów prac znany jest tylko z ogólnikowych przekazów. Przebudowę zamku po 1519 r. rozpoczął Hans Rechenberg, który pragnął zapewne uczynić z Otynia swoją główną rezydencję. Powstało wtedy czteroskrzydłowe założenie z obszernym dziedzińcem. Północne i zachodnie skrzydła pełniły funkcje mieszkalne; południowe i wschodnie miały charakter gospodarczy. Wejście do zamku prowadziło przez zlokalizowany od północy budynek bramny, przy którym prawdopodobnie znajdowała się stara gotycka wieża. Według przekazów z początku XIX wieku zamek posiadał 22 pokoje (w tym 11 sklepionych izb), dwie duże sale i 9 piwnic. W zabudowaniach gospodarczych mieściły się kuchnia, piekarnia, zbrojownia i stajnia na 15 koni. Zamek miał posiadać własną kanalizację i wodociągi, doprowadzające wodę do kuchni i piekarni. Całość założenia z pewnością nadal otaczała nawodniona fosa. W 1536 r. Hans Rechenberg zapisał zamek swojemu kuzynowi Georgowi Rechenbergowi z Borowa Polskiego. Od tego czasu zamek w Otyniu stał się główną siedzibą otyńskiej linii rodu i centrum rozległego majątku ziemskiego. Rezydencja była modernizowana i rozbudowywana przez kolejnych potomków Rechenberga do początków XVII stulecia.
Rodzinne spory i upadek rezydencji
W 1610 r. zmarł nagle ostatni z otyńskich Rechenbergów, Johann Georg. W wyniku nieprecyzyjnego zapisu testamentowego rozpoczął się trwający kilkadziesiąt lat spór o prawa do majątku otyńskiego. Po schedę roszczenia wnieśli siostra zmarłego Helena i jej mąż Hans Ernest Sprintzenstein oraz Melchior Rechenberg ze Sławy, który był najbliższym męskim krewnym. Obie strony pretendujące do spadku wszczęły już w 1610 r. działania procesowe oraz, co ciekawe, wprowadziły się do zamku. Sytuacja ta powodowała liczne napięcia, gdyż Melchior Rechenberg, uważając się za prawowitego właściciela majątku, właściwie przejął nad nim zarząd i ograniczał swobody Sprintzensteinów, także w kwestii zajmowania przez nich pomieszczeń zamkowych. Koneksje Rechenbergów na dworze cesarskim dawały im realne szanse powodzenia w rozpoczynającym się procesie. Jednak atutem strony przeciwnej był fakt, że byli katolikami. Ponadto baron Hans Ernest Sprintzenstein z racji pełnienia funkcji radcy kamery dworskiej i pułkownika cesarskiego miał także duże wpływy na dworze habsburskim. Dla Rechenbergów proces od początku układał się niepomyślnie. Sądy odrzucały kolejne apelacje, poleciły opuścić sporne dobra i wypłacić Sprintzensteinom odszkodowanie. Spór rodzinny o Otyń zbiegł się wybuchem wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Po śmierci Melchiora Rechenberga działania procesowe kontynuował jego syn Balthazar. W 1628 r. zmarła Helena Sprintzenstein, czyniąc swoim spadkobiercą męża, Hansa Ernesta. Rok później nowy właściciel Otynia poślubił spokrewnioną z arcybiskupem praskim grafinię Eleonorę von Harrach, umacniając tym samym swoją pozycję polityczną na katolickim dworze cesarskim. W 1633 r. Balthasar Rechenberg wykorzystując obecność protestanckich wojsk zajął zbrojnie Otyń i uwięził Sprintzensteina w wieży zamkowej. Wszczął także nowy proces, szukając poparcia u protestanckich książąt Śląska. Ich decyzją Sprintzensteina zmuszono do opuszczenia dóbr otyńskich, które do czasu rozstrzygnięcia sporu na drodze sądowej przekazane zostały Rechenbergowi. Był to chwilowy sukces, gdyż wkrótce obóz katolicki przystąpił do kontrofensywy i odzyskał Śląsk. Skorzystał z tego Sprintzenstein, który wzniósł do sądu cesarskiego wniosek o kasatę decyzji podjętych przez protestantów i odniósł kolejny sukces. Z tej okazji jako wotum polecił na terenie zamku wznieść kaplicę (jej lokalizacji nie udało się dotąd ustalić). Ostatecznie w 1639 r. sąd uchylił pretensje Rechenbergów, a cesarz nakazał milczenie w tej sprawie. Sprintzenstein z sukcesu nie cieszył się długo, gdyż w obawie przed wkraczającymi na ziemie nadodrzańskie Szwedami najpierw schronił się w Klenicy, a następnie udał się na emigrację do Polski, gdzie wkrótce zmarł. Na mocy testamentu wszystkie dobra dożywotnio przejęła jego żona Eleonora, która także do swojej śmierci w 1645 r. przebywała na emigracji. Wkrótce przed śmiercią zapisała Otyń zakonowi jezuitów. Oficjalne przejęcie dóbr przez zakon nastąpiło w 1649 r. i było elementem realizowanej przez cesarza polityki umacniania katolicyzmu w tej części Śląska.
Przebudowa zamku na klasztor
Z jezuickich przekazów z połowy XVII w. wiadomo, że przejęli oni zdewastowaną budowlę. W 1653 r. wyremontowano część pomieszczeń i wybudowano nowy budynek dla służby, a całość założenia otoczono murem. Nie wiemy jaki teren otaczał mur i czy dokonano zasypania fosy. Pierwszą fazę odbudowy zamku zakończono w 1654 r. W 1671 r. rozebrano spękane mury jednego ze skrzydeł i postawiono nowe. W końcu XVII w. problemem stał się brak właściwego dla potrzeb zakonników miejsca modlitwy. Kaplica zamkowa Sprintzensteina była zdewastowana, wybudowano więc nową. W tym celu zerwano mury zewnętrzne jednego ze skrzydeł i wysunięto budowlę poza lico zamku. Niewykluczone, że budowla stanęła w miejscu dawnej gotyckiej wieży przy budynku bramnym. W 1688 r. odnotowano, że kaplica posiadała duże okna oraz murowany ołtarz. W 1702 r. miasto, całość założenia zamkowego oraz pobliski folwark strawił pożar. Zniszczenia były tak poważne, że jezuici podjęli decyzję o rozebraniu większości murów renesansowego zamku i wzniesieniu nowego zespołu klasztornego z kaplicą. Budowlę rozpoczęto w 1703 r. i kontynuowano do połowy lat 30. XVIII stulecia. Wzniesiony na zrębach zamku Rechenbergów klasztor był okazałą barokową budowlą, założoną na planie czworoboku z wyodrębnioną od północy kaplicą. Przebudowa zatarła całkowicie renesansowy charakter założenia, z którego pozostał jedynie budynek bramny.
Lokalne sanktuarium
Jezuici uczynili z majątku otyńskiego dobrze prosperujące przedsiębiorstwo, które do końca XVIII stulecia przynosiło zakonowi znaczne dochody. Nie zaniedbywali oczywiście spraw religijnych. Zakon był narzędziem kontrreformacji, toteż w krótkim czasie doprowadził do ponownego przejścia na katolicyzm większości mieszkańców. W działaniach tych nie stroniono od rozwiązań siłowych, a opór poddanych przyjął nawet formę buntu chłopów w 1673 r. Wielkim osiągnięciem zakonników było uczynienie z Otynia lokalnego sanktuarium maryjnego, co stało się za sprawą sprowadzenia do kaplicy klasztornej cudownej figury Matki Bożej Klenickiej. Kult maryjny w krótkim czasie rozpowszechnił się w dobrach zakonnych oraz na pograniczu śląsko-polskim. W XVIII i XIX wieku w dorocznych procesjach z Otynia do Klenicy uczestniczyły grupy ludności z całego pogranicza, a nawet z głębi Niemiec i ziem polskich. Z racji znacznej liczby pielgrzymów z Polski oraz zamieszkiwania dóbr zakonnych przez ludność mówiącą po polsku kaplicę nazywano „polską”. O obecności ludności polskiej wspominała w swoich pamiętnikach jeszcze w połowie XIX stulecia, odwiedzająca Otyń księżna żagańska Dorota de Talleyrand-Périgord. Kult maryjny przetrwał kasatę zakonu i przejęcie zamku-klasztoru przez nowych właścicieli – okazał się także ponadnarodowy i pielęgnowany jest do dziś.
Tajemnicze XIX stulecie
W posiadaniu jezuitów Otyń pozostawał do 1776 r. Po kasacie przez papieża zakonu król pruski Fryderyk II zwlekał z likwidacją struktur zakonnych w swoim państwie przez trzy lata. Kiedy podjął decyzję likwidacji zakonu i wydzierżawił dobra zakonne szlachcie w przypadku Otynia uczynił wyjątek. Osobiste kontakty ostatniego superiora otyńskiego majątku Karla Reinacha z królem umożliwiły przekształcenie placówki zakonnej w świecki instytut szkolny, zarządzany nadal przez zakonnika. Dopiero po śmierci króla w 1786 r. zmuszono dawnych zakonników do opuszczenia Otynia. Rok później miasto i okoliczne dobra zakupił książę kurlandzki i żagański Piotr Biron. Posiadający ogromny majątek na Śląsku i w Czechach magnat rzadko bywał w swoich otyńskich dobrach i niewiele wiemy o jego działaniach. Zachowała się tylko informacja, że w 1790 r. polecił na potrzeby miejscowych ewangelików przeznaczyć jedno z pomieszczeń na terenie zamku-klasztoru. Tym samym pojezuicka rezydencja stała się miejscem kultu dwóch wyznań. Katolicy pielgrzymowali do kaplicy klasztornej z cudowną figurą (administrowali nią proboszczowie parafii katolickiej), natomiast protestanci korzystali z jednej z sal rezydencji. Stan ten trwał prawie 100 lat, kiedy ostatecznie w 1878 r. ewangelicy opuścili swoją salę modlitw i wznieśli na terenie miasta własną świątynię. W rękach potomków Birona (zm. 1800 r.) pozostawał Otyń do 1879 r. Spadkobierczynią Otynia po śmierci księcia została jego najmłodsza córka Dorota. Księżna żagańska de Talleyrand-Périgord zamieszkała na stałe na Śląsku dopiero po roku 1840 r. Jednak ostatnie lata swojego życia spędziła w Żaganiu i w przebudowanym na jej polecenie pałacu w Zatoniu. Otyń odwiedzała kilkakrotnie, dłuższy pobyt miał miejsce w 1843 r. Ufundowała tu szpital i szkołę. Niestety nie wiemy niczego na temat prowadzonych przez nią inwestycji na terenie rezydencji, która była w tym czasie zapewne siedzibą zarządcy majątku. Trwałym śladem władztwa Bironów nad otyńską rezydencją był widoczny jeszcze w końcu ubiegłego stulecia herb rodowy, który znajdował się nad wejściem do północnego skrzydła założenia. Źródła nie odnotowały większej aktywności budowlanej także następcy księżnej Doroty (zm. 1862 r.). Jej młodszy syn Aleksander sprzedał majątek otyński pruskiemu ministrowi Carlowi Rudolfowi Friedenthalowi, a ten uczynił swoją spadkobierczynią córkę Renatę, zamężną z baronem Oscarem von Lanceken-Wakenitz. Nowi właściciele inwestowali w majątku znaczne sumy, wznosząc w pobliżu rezydencji nowe zabudowania gospodarcze. Losy rezydencji są w tym czasie nieznane. Z przekazów ikonograficznych i fotograficznych z połowy XIX i początku XX wieku wynika, że obiekt był zadbany i otoczony stylowo urządzonym parkiem.
Dramatyczny XX wiek
Po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, właścicielka Otynia Renata Bronowa von Lanceken--Wakenitz pozbawiona została majątku z powodu żydowskiego pochodzenia. Do 1945 r. zamieszkiwała w Zatoniu, gdzie zmarła. W czasie wojny w majątku otyńskim przebywali jeńcy francuscy, belgijscy, radzieccy i włoscy, których zatrudniano przy pracach polowych. Jaką rolę pełnił w tym czasie zamek-klasztor nie wiadomo. Z jego losami nierozerwalnie związana jest postać miejscowego proboszcza katolickiego - Otto Stephena, który parafię w Otyniu objął w 1920 r. Już w pierwszych latach swojej pracy dał się poznać jako aktywny duszpasterz i administrator dóbr kościelnych. Jego staraniem kult maryjny w Otyniu przeżywał w okresie międzywojennym ponowny rozkwit. W czasie wojny znany był ze swojej antynazistowskiej postawy. W przeddzień zajęcia miasta przez Rosjan ks. Otto z garstką parafian ukrył figurę Matki Bożej, wota, naczynia i szaty liturgiczne w piwnicach otyńskiej rezydencji. Kościół i klasztor wyszedł z zawieruchy wojennej bez szwanku. Po przejęciu miasta przez władze polskie, proboszcz nie opuścił parafii, postanowił pozostać i nadal służyć kościołowi w Otyniu. Jesienią parafię objął polski proboszcz ks. Lisak, a ks. Otto nadal czynnie uczestniczył w pracy parafii, wspierając w tym polskiego duchownego. Jeszcze przed przybyciem polskiego administratora parafii, osoba niemieckiego duchownego znalazła się w kręgu zainteresowań Urzędu Bezpieczeństwa w Zielonej Górze. Sam fakt pozostania na parafii i krążące opowieści o bajecznych skarbach ukrytych w kościele i klasztorze, sprowadzały na proboszcza liczne naloty milicji i UB. Wielokrotnie w tym czasie był wzywany na przesłuchania. W związku z tym, że nie chciał ujawnić miejsca ukrycia kościelnego mienia, w lipcu 1946 r. został aresztowany przez UB. Po zwolnieniu przybył do Otynia i w ciągu kilku dni zmarł. Miesiąc później do Otynia przybyła liczna grupa UB i MO, która po wielogodzinnych poszukiwaniach odkryła klasztorną skrytkę. Wśród szat i naczyń liturgicznych znajdowała się również figura Matki Boskiej. Dzięki usilnym staraniom polskiego proboszcza ks. Lisaka samą figurę i sprzęty liturgiczne pozostawiono. Pozostałe rzeczy, tj. mienie niemieckich mieszkańców zostało przez UB wywiezione do Zielonej Góry. Splądrowany zamek-klasztor pozostawał bez opieki przez kilka lat. W 1946 i 1953 r. obiekt trawiły pożary. Ten ostatni zniszczył dach kaplicy, której wyposażenie w postaci barokowych rzeźb i obrazów w międzyczasie zniknęło. Ich los do dzisiaj jest nieznany, część wyposażenia zabezpieczył proboszcz parafii. Po wojnie splądrowano także krypty – miejsce pochówku zakonników. Dopiero po pewnym czasie zebrano pozostałe szczątki i pochowano we wspólnej mogile na cmentarzu komunalnym w Otyniu. W latach 60. w części pomieszczeń dawnej rezydencji znajdowały się mieszkania pracownicze. Pozostała część stopniowo uległa zniszczeniu, a po wyprowadzeniu ostatnich mieszkańców cały obiekt uległ dewastacji. W ten sposób cenny zespół zamkowo-klasztorny stopniowo zamieniał się w ruinę. W połowie lat 90. XX wieku pozostałości zlikwidowanego PGR i ruiny klasztorne sprzedano prywatnemu przedsiębiorcy. Nadzieje na zabezpieczenie obiektu, a nawet częściową odbudowę okazały się jednak płonne. Przez kolejne kilkanaście lat stan obiektu uległ dalszemu pogorszeniu, zawaliła się m.in. najstarsza część założenia – budynek bramny. Stan ten trwa do dziś.
Co, gdzie, kiedy?
Nowa Sól
• Nożownik zaatakował w areszcie• Tacy Sami szukają sponsorów
• Nożownik już próbował zabić
• Matury? Szału nie ma
• Nie liczę na rewolucję, ale milczeć nie będę
• „Schetynówka” na kłopoty z koleinami
• Lewe fajki w dwóch autach
• Wyrok pod koniec miesiąca?
• Ktoś chciał nożem zabić policjanta
• Ile kosztuje pamięć?
Kożuchów
• Prawie jak autostrada• Sesja z honorami
• Samorząd kupi mieszkania
• Akcja z problemami
• Wielka przeprowadzka?
• Wieś się podzieliła. Czy się zjednoczy?
• Dokąd zmierzasz, Kożuchowie?
• Dzik jest dziki, dzik jest zły...
• Był mostek, będzie most
• Dojazd z problemami
Bytom Odrzański
• Panie burmistrz, kiedy będzie choinka?• Starobruk w miejsce asfaltu
• Remont ratusza częściowo wstrzymany
• Powstaje większa czytelnia
• Jeszcze tylko zieleń
• Seniorzy balowali
• Ruszyły prace w „ewangeliku”
• Wizytówka na ratuszu
• Sauter walczy o pieniądze na drogę. Sprytnie!
• Muzyka niewidomych
Otyń
• Zapisz się na mammografię• Czy współfinansować powiatowe inwestycje w gminie?
• Tajemnice otyńskiej rezydencji
• Muzyka dawna w trzech odsłonach
• Jarzębinki na medal
• Strażacka przyjaźń ponad granicami
• Otyńskie malowanie
• Boisko dobre na wszystko
• Czy ktoś kupi fabrykę?
• Święto plonów z europejskim akcentem
Nowe Miasteczko
• Betonowe płyty zastąpi polbruk• Mieszkańcy stworzyli miejsce do wspólnych zabaw
• Ocieplą budynki
• Obok stadionu ma być hala i kryta pływalnia
• Rusza rewitalizacja!
• Budują chodnik do cmentarza
• Położą rury na dwóch ulicach
• Chóry na deskach
• Powrót do chóralnych tradycji
• Oko w oko z literaturą i jej twórcami
Siedlisko
• Objazd na Kasztanowej• Egipskie ciemności dla oszczędności
• Zapomnieli o naszych dzieciach
• Gdzie ci bezrobotni?
• Korczakowskie święto
• Powstanie kolejny „Orlik"
• Komedia, horror i western...
• Spełniło się marzenie
• Majówka, na której lała się krew
• Ostatni spór o szkołę?
Krótko
• Wyładowali agresję na przechodniach• Znalezione nie kradzione, ale oddać trzeba
• Kalafiorowa szajka złapana
• Uciekał z tysiącami paczek papierosów
• Bił policjantów, którzy go zatrzymali
• Duża wódka dla policjanta
• Najważniejsze to zdrowo żyć
• Zakon Feliksa?
• Ogień zabrał im dom. Po raz drugi
• Dołącz do konkursu Urzędu Miejskiego i Radia Zachód
Sport
Olimpijka w Olimpie
Podopieczni A. Szczepańskiej do Nowej Soli zawitali w drodze na turniej do Cottbus. O 10.00 rano dali pokaz judo dla uczniów szkoły Podstawowej nr 2, potem pokazali czym jest judo w „Nitkach”.
• SPR na fali wznoszącej
• Tylko dla masochistów
• Sztuczne światło, żywa ciemność
• Dwa w przód, jeden w tył
• Spieszmy się kochać MKS tak szybko odchodzi...
• Orzeł nie spadł w Nowej Soli
• „Zwycięstwolandia”
• Nukleon straszny z nazwy
• Przed nami VI Turniej Mikołajkowy
• Wielka niespodzianka w Trzebnicy
Kultura
Rasowy blues rozbujał Teatralną
Piątkowy wieczór bywalcom Kawiarni Teatralnej upłynął w iście bluesowym nastroju, a to za sprawą koncertu Gedii Blues Band.
• NoHands na Zamku
• W małym klubie wielki koncert
• Przez bajkę do zdrowia
• O książkach i nie tylko...
• Historia nie jest jej obca
• Literackie wspomnienia lata
• Diabeł tkwi w szczególe
• W Teatralnej na rockową nutę
• Żywiołowy występ artystów z Ukrainy
• Koncert, który porusza wyobraźnię
Rozmowa
Miasto da pieniądze na zabytki
Mieszkańcy kamienic wpisanych do rejestru zabytków mogą liczyć na dofinansowanie ich remontów, muszą tylko złożyć wniosek. O szczegóły pytamy Beatę Pietrzykowską, naczelnika wydziału gospodarki komunalnej i ochrony środowiska.
• Lapidaria są pełne ludzkich życiorysów
• Stowarzyszenie „Radość” otwiera drzwi
• Paweł Pazdrowski - Ciężka praca z artystami
• Grzegorz Tyrak - To dobry moment na kupno własnego M
• Filip Czekała - Lepiej zapobiegać niż leczyć
• Koźmiński - Trochę jestem narcyzem...
• Danuta Ferdynus - Tak spędzamy jesień życia
• Agata Bojdunik - Jestem optymistką
• Wiesław Szkondziak - Zyskać możemy wszyscy
• Stanisław Hruświcki - Swoją pracę trzeba lubić
Felieton
Wszystko co mamy, to pamięć
Pędzimy. Codziennie pędzimy w czasie nieuchronnie odcinając jego kawał za kawałem i odrzucając w przeszłość.
Więcej
• Chlopcy od Fausta
• Dziękuję za Nobla dla Obamy i za rok chcę Odrzany
• Najlepiej umierać hurtowo
• "Niemój" Romek jeździ do "Spożywczaka"
• Rozmowa z duchem
• Zapominamy o bohaterach
• Internetowe wojny
Fakty non-stop
Nowa Sól • Dwie osoby zginęły w wypadku koło Nowej Soli
W sobotę ok godz. 10.20 na drodze krajowej nr 3, tuż przy węźle nowosolskim doszło do tragicznego wypadku. W zderzeniu osobowego fiata sieny z ciężarowym manem zginęły dwie osoby.
• Fałszywy alarm bombowy w Studzieńcu
• Dzień Niepodległości
• 0:8
• Oni, odkrywcy
• Uratowały ich grube mury
• Zmiany ruchu na ul. Wandy i rozkład PKS
• Te panie obronią się same
• Wywieźli ją na dworzec
• Młody policjant walczy o życie po ataku nożownika
• Sesja z tanecznym akcentem
• Dzień Niepodległości
• 0:8
• Oni, odkrywcy
• Uratowały ich grube mury
• Zmiany ruchu na ul. Wandy i rozkład PKS
• Te panie obronią się same
• Wywieźli ją na dworzec
• Młody policjant walczy o życie po ataku nożownika
• Sesja z tanecznym akcentem


