| Jest „Solidarność”, a solidarności nie ma? |
|
|
|
| Wpisany przez ark |
| środa, 25 sierpnia 2010 11:07 |
W tym roku obchodzimy 30-lecie założenia NSZZ „Solidarność”.
Ten ruch społeczny jak dobrze wiemy walnie przyczynił się do obalenia komunizmu nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Polacy pokazali w tamtym momencie, że nie akceptują roli wasala Związku Radzieckiego, że najważniejszymi dla nich wartościami są szacunek, duma, patriotyzm i współpraca międzyludzka. Pomimo tego, że jestem nastolatkiem i nie było mi dane żyć w tamtych czasach (może i dobrze) to boli mnie serce, kiedy bohaterzy minionego okresu się kłócą, ohydnie obrzucają się pomyjami. Przykro mi jest na to patrzyć, bo jako młody człowiek staram się wprowadzać w życie wartości, które uformowała w polskim narodzie tamta „S”, jej założyciele są dla mnie moralnymi autorytetami. Przykro patrzyć tym bardziej, że w moim niezrozumieniu tych waśni nie jestem odosobniony. Podejrzewam, że znaczna większość Polaków tak naprawdę nie wie o co toczy się ten spór. Po 1989 roku okazało się, że ludzie, którzy razem walczyli są od siebie różni mentalnie, światopoglądowo, co powinno być raczej atutem, aniżeli wadą. Wtedy łączyła ich wspólna sprawa, teraz stanęli po różnych stronach sceny politycznej. I tak od tej pory przerzucano się wyzwiskami, obelgami, licytowano się kto jest prawdziwym Polakiem, autentycznym patriotą. To dawało miejsce do popisu dla najbardziej radykalnych grup, które chciały przykleić „przeciwnikowi” łatkę tego gorszego, zdrajcy. Ktoś chyba ogłosił ustawiony przetarg na bycie prawdziwym Polakiem i uznał, że sam w nim zwyciężył. Najbardziej niebezpieczni są ci, którzy w niedzielę i święta grają przykładnego katolika, a dzień później niczym fanatyczni Talibowie palą portrety premiera i ministrów, choćby na wiecu pod Stocznią Szczecińską, w minioną środę. Staram się zrozumieć tych ludzi, w końcu tracą pracę. Jednak Stocznia Szczecińska przez ostatni czas była sztucznie podtrzymywana przy życiu, koszty produkcji statków przewyższały cenę, za którą były one sprzedawane. Na paleniu zdjęć się oczywiście nie skończyło, był też soczysty stos inwektyw. Jeden kulturalny pan przyszedł na strajk w koszulce, cytuję: „ch… w d… PO”. Wygwizdany został prezydent Bronisław Komorowski, marszałek senatu Bogdan Borusewicz, liderzy tamtej „S”. Widząc codzienne doniesienia medialne na temat „Solidarności” dochodzę do wniosku, że jej tak naprawdę nie ma. To znaczy jest, ale tylko jako jakiś związek, powiedziałbym mocno abstrakcyjny. Tej solidarności przez małe s już nie dostrzegam, chociaż bardzo bym chciał. Nie dostrzegam też, żeby ci ludzie choćby próbowali coś w tym kierunku zmienić. Wielu na własny użytek próbuje „zagrać Solidarnością”. Myślę jednak, że w ten sposób nie wygrają. Mam nadzieję. Mateusz Pojnar |





W tym roku obchodzimy 30-lecie założenia NSZZ „Solidarność”.