|
Wpisany przez ark
|
|
czwartek, 19 sierpnia 2010 11:47 |
W naszym życiu publicznym ostatnio jak w polskim hip-hopie – lider największej partii opozycyjnej dissuje się z szefem jednego z bardziej poczytnych dzienników.
Polskim życiem publicznym w ostatnim tygodniu zawładnął konflikt między Jarosławem Kaczyńskim, szefem największej partii opozycyjnej w Polsce a Pawłem Lisickim, redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”. Osią konfliktu był felieton tego drugiego „Polska droga do zapateryzmu”. W tym artykule publicysta pisze, że Kaczyński wraz z prezydentem Komorowskim nieświadomie prowadzą do zjawiska usuwania krzyży z miejsc publicznych. Wg. autora Kaczyński daje pożywkę lewicowym ugrupowaniom do rozpętania debaty publicznej nad świeckością państwa. Można by powiedzieć, że to zwykła polemika, jednak czytając rozważania Kaczyńskiego i Lisickiego nasunęło mi się tylko jedno porównanie - do rapowych konfliktów dwóch muzyków, zwanych w hip-hopowej terminologii – beef’ami. Całą hip-hopową Polską w ostatnim roku zatrzęsła rywalizacja dwóch cenionych raperów Pei i Tedego. Co było zarzewiem konfliktu tak naprawdę nikt do końca nie wie. Termin Diss pochodzi z j ang. ze słowa disrescpect, czyli obraza. Jest to atak słowny kierowany w konkretną postać lub artystę. W kulturze hip-hopowej to kawałek nagrany na innego rapera, obnażający jego słabości, wyśmiewający dotychczasowe dokonania, często obrażający w sposób bezpardonowy. Jako pierwszy zdissował Tede. Nagrał trzy kawałki, tydzień później w tej samej ilości odpowiedział raper z Poznania, parę dni później dorzucił kolejne dwa. Dissem w ręku Lisickiego było jego pióro, a właściwie to, co dzięki niemu powstało, czyli felieton. Szybko odpowiedział Kaczyński, który zaatakował redaktora „Rz” w wywiadzie udzielonym PiS.org.pl. Lisicki odpowiedział w poniedziałkowym wydaniu „Rz” z 9 sierpnia. Artykuł był objętościowo spory, niczym album Tedego poświęcony w całości osobie Pei. Uśmiech na mojej opalonej wakacyjnym słońcem twarzy wywołało już drugie zdanie,w którym naczelny „Rz” dziękuje za uznanie Kaczyńskiemu. Uznaniem wg niego jest wywiad praktycznie w całości poświęcony polemice z jego wcześniejszym „dissem”. Cytując Peję „Jestem tak inspirujący, że nagrywasz cały album?” Lisicki pisze w swoim felietonie takie słowa „(...) w wiejskich bitkach, gdzie po kolanach w błocie stoi na przeciw siebie dwóch biedaków i okładają się cepami ile wlezie (...) nie gustuję”. Słuchacz rapu rzekłby dobry „panczlajn”, czyli wers bądź werset skierowany w stronę oponenta. Chyba sam Kaczyński tak pomyślał, bo już w czwartek (12 sierpnia) odpowiedział kolejnym tekstem „Replika na replikę, czyli zamykam sprawę”. Czy będzie kolejna odpowiedź? O ile w hip-hopowej kulturze beef’y są czymś normalnym, są wpisane przecież w tę kulturę od początku, o tyle Polacy w sferze publicznej chyba jednak woleliby spokój i umiarkowaną retorykę. Każdy słuchacz rapu w Polsce sam spośród dwóch rywali wyłonił zwycięzcę. Kto wygrał w starciu Lisicki - Kaczyński? Beef to beef. Zadecydują czytelnicy. Mateusz Pojnar
|