|
Wpisany przez ark
|
|
sobota, 07 sierpnia 2010 00:00 |
Romek, biały pies rasy szpic, o którym pisaliśmy dwukrotnie, zaginął. Od kiedy widziano go po raz ostatni mijają już dwa miesiące. Prosimy o kontakt jeżeli ktoś wie gdzie jest „biała strzała”, która pomogła Arce.
Po raz pierwszy pisaliśmy o Romku w październiku ubiegłego roku. Opowieści o tym, że jeden pies ze Starego Żabna jeździ autobusem do „Spożywczaka”, w drodze je kanapki i zaczepia dziewczyny, a później wraca do domu, zrobiła w mieście prawdziwą furorę. Romek stał się rozpoznawalny. Z racji tego, że prowadzał się ze mną przypisano mi go na stan. Dziwu było co niemiara, jak raz wszedł za mną nawet do salki kościelnej na jedno ze spotkań kursu małżeńskiego. Po raz kolejny wieść o Romku poszła w miasto jak podczas majówki do Nowej Soli na kolejny mecz ligowy przyjechał Chrobry Głogów. Pod koniec meczu, przy stanie 0:1, Romek stwierdził, że musi pomóc naszym zdobyć gola. Zerwał się z trybun, przecisnął przez szczebelki i wykonał ostrą gonitwę między nogami zdezorientowanych skórokopów Chrobrego. Biała błyskawica przecięła zieleń murawy. Sędzia przerwał grę. Romek zszedł na chwilę do boksu. Po 30 sekundach zdecydował, że wraca. Tym razem zrobił mniejszy łuk, ale wracając postanowił się nieco potarzać. Po solówce Romka, którym przerwał grę na kilka minut, Arka strzeliła gola. Kiedy wychodziłem ze stadionu z Krzyśkiem Kołodziejczykiem, kibice rozpoznali go jako białą strzałę, która przerwała mecz. A że Romek to pies wierny, więc jako że z nami przyszedł na mecz, z nami też wychodził. Po sezonie Marek Grzelka w podsumowaniu całego sezonu Arki na boiskach 4. ligi napisał, że Górnik Wałbrzych powinien odpalić Romkowi działkę za awans do II ligi. Od kilku tygodni wieść o Romku zanikła. Nikt go nie widział, nikt go nie słyszał. Nawet w piekarni obok Kręgu panie już przestały pytać gdzie mam Romka. Pierwsza hipoteza o zaginięciu jaka się pojawiła była taka, że wpadł pod samochód. Jest to o tyle prawdopodobne, bo Romek nagminnie biegał za pędzącymi przez miasto pojazdami. Przynajmniej kilka razy uciekł śmierci spod kół dosłownie w ostatniej chwili, raz nawet spod radiowozu. Druga hipoteza, trochę śmieszna, głosiła, że przed powodzią pobiegł do Przyborowa, a jak zerwało drogę, to nie znał objazdu i nie miał jak wrócić. Dziś wszelkie żarty się skończyły, Romka nie ma już ze dwa miesiące. Z prawowitym właścicielem próbowaliśmy go szukać. Pewnego bardzo upalanego, lipcowego dnia, pojechaliśmy do Zakęcia, potem do Ługów, bo podobno był tam widziany. Sprawdziliśmy to, ale w temperaturze 38 stopni każdy chował się w cień gdzie tylko mógł. Poszukiwania nie przyniosły efektu. Sklepową z Zekęcia poprosiliśmy o kontakt telefoniczny, w razie jakby się pokazał, ale na razie echo. Dlatego apeluję - choć Romek nie jest mój to wszedł w moje życie się z nim zaprzyjaźniłem – jeżeli ktoś widział go albo wie kto mógł go sobie przygarnąć, bo to pies którego nie da się nie lubić, proszę o jakiś kontakt. Mariusz Pojnar
|
|
Zmieniony: sobota, 07 sierpnia 2010 11:05 |