Reklama

Biuletyn Informacji Publicznej

logo_bip

Rzetelna Firma

Rzetelna Firma

Andrzej Gabryszewski: To był wojskowy pucz PDF Drukuj Email
Wpisany przez masa   
sobota, 17 grudnia 2011 09:33

Andrzej Gabryszewski- Generał Wojciech Jaruzelski miał wszelkie możliwości, żeby do wprowadzenia Stanu Wojennego nie dopuścić. Ale wierny obrońca Związku Radzieckiego nie mógł postąpić inaczej – wspomina opozycjonista Andrzej Gabryszewski w 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego.

Mariusz Pojnar: Obchodzimy 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Co pamięta pan z tamtych wydarzeń?

Andrzej Gabryszewski: Moje wspomnienia dotyczące stanu wojennego są wspomnieniami z wojny, jaka została wypowiedziana narodowi polskiemu przez ówczesne władze komunistyczne. Warto zwrócić uwagę na to, że gen. Wojciech Jaruzelski wraz z grupą generałów Ludowego Wojska Polskiego dokonał de facto zamachu stanu. Stając na czele niekonstytucyjnego ciała, jakim była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Konstytucja nie przewidywała takiego rozwiązania, więc to nie było nic innego jak pucz. Było to złamanie Konstytucji. Wojciech Jaruzelski od 18 października 1981 r. skupiał w swoich rękach trzy najważniejsze funkcje władzy politycznej i wykonawczej: był pierwszy sekretarzem KC PZPR, premierem rządu od lutego 1981 r. a także ministrem obrony narodowej od kwietnia 1968 r. Ministrami najważniejszych ministerstw byli generałowie, których zwierzchnikiem był Wojciech Jaruzelski jako minister MON i premier miał władzę absolutną. Mógł z powstającymi nowymi siłami społecznymi, związkami zawodowymi, i zmieniającymi się już istniejącymi organizacjami społecznymi i zawodowymi, w sposób pokojowy rozwiązać występujące w kraju problemy. Dlaczego tego nie zrobił?


Dlaczego według pana tego nie zrobił?
Przecież solidarnościowa „zaraza” mogła zniszczyć dominującą rolę Związku Radzieckiego w Polsce a jednocześnie być zaraźliwa dla pozostałych krajów obozu socjalistycznego. I tak to się w końcu stało, tyle że po ośmiu latach. Wśród 21 postulatów przedstawionych przez strajkujących robotników w sierpniu 1980. r, najważniejszymi były: prawo do tworzenia niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych. Zagwarantowanie prawa do strajku, do bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym. Przestrzeganie zagwarantowanej w konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji, i udostępnienie środków masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.  Te postulaty to była istna rewolucja w istniejącym systemie komunistycznym. Władza podpisując porozumienia z robotnikami chciała tylko zakończyć strajk. Do 13 grudnia 1981 wszystko było podporządkowane temu, by z tych zobowiązań się nie wywiązać. 4 października 1980 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował statut solidarności robotniczej, ale wpisał do niego kierowniczą rolę partii i ograniczył prawo do strajków. To oznaczało zerwanie podpisanych umów społecznych. Ostatecznie, pod groźbą strajku, Sąd Najwyższy zarejestrował statut bez tych zapisów. Natomiast przewodnią rolę partii zapisano w załączniku do statutu związku.


Czyli pana zdaniem władza dążyła do wprowadzenia stanu wojennego?
Tak, robiła wszystko, żeby się z podpisanych zobowiązań wycofać. Nie było dobrej woli, by umowy społeczne w tych trzech aspektach spełnić. Już  11 września 1980 r. zastrajkowali robotnicy w Hucie Katowice, by zmusić władzę komunistyczną do respektowania podpisanych umów, w tym prawa do zakładania wolnych związków zawodowych, gdyż władze głosiły pogląd, że prawo dotyczy tylko tych województw objętych porozumieniami. Opóźniano rejestrację innych związków np. Rolników Indywidualnych „S” (marzec 1981 r.), Niezależnego Zrzeszenia Studentów (luty 1981 r.) Ostatecznie rejestracji dokonywano po kolejnych strajkach. Cenzura ingerowała w treści artykułów ukazujących się np. w Tygodniku Solidarność, Tygodniku Powszechnym i innych czasopism chcących korzystać z prawa do wolności słowa i druku.
Przez cały czas prowokowano społeczeństwo do protestowania, by wywołać nastroje niepokoju i chaosu, czekając na dogodny moment do wprowadzenia zaplanowanego stanu wojennego. Od marca 1981 r. władza komunistyczna była do tego przygotowana.


13 grudnia 1981 r. czołgi wyjechały na ulice, stało się. Cała Polska zadrżała. Jak stan wojenny wyglądał w Nowej Soli?

Z powiatu nowosolskiego w nocy z 12 na 13 grudnia internowali zostali: Szczepan Bąk, Andrzej Geneja, Stanisław Grabarczyk, Karol Mielnicki, Jarosław Nanowski i Andrzej Perlak. Z pomocą rodzinom internowanych pośpieszyli ojcowie kapucyni z proboszczem o. Juliuszem Mikuszewskim na czele. Każdego 13 m-ca w kościele pw św. Antoniego modlono się w intencji ojczyzny za internowanych i zwolnionych z pracy i za ich rodziny. Organizowana była pomoc materialna. 13 grudnia przez centrum Nowej Soli przejechały czołgi. Dozamet był zakładem zmilitaryzowanym. Część pracowników miała przez pewien czas zakaz wstępu do zakładu pracy.


Kilka osób z terenu powiatu było internowanych, a jak wyglądał opór pozostałych mieszkańców?
W grudniu powstała podziemna organizacja młodzieżowa Walczącej Polski, rozbita przez SB w lutym 1982 r. Założycielami grupy byli uczniowie szkół nowosolskich i Technikum Rolniczego z Kożuchowa. Oni też otrzymali wyroki orzeczone przez Wojskowy Sąd Garnizonowy w Zielonej Górze lub przez nowosolski sąd rejonowy. Na początku 1982 r. dociera prasa podziemna z Wrocławia – „Solidarność Walcząca”, a od połowy roku pojawia się prasa z Warszawy, bywa też z Poznania i Łodzi. Jednocześnie wydawane są dwa biuletyny lokalne: „Solidarność Lubuska” wydawana przez Solidarność Walczącą ziemi Lubuskiej oraz „Solidarność Walcząca Ziemi Nowosolskiej”.  Jak już wspominałem, każdego 13 dnia w miesiącu w kościele św. Antoniego modlono się w intencji Ojczyzny. Po mszy działacze „S” przed kościołem manifestowali przed kościołem domagając się uwolnienia internowanych, więzionych, działaczy związkowych i przywrócenia prawa do działalności NSZZ „S”. Po zabójstwie trzech działaczy „S” popełnionym przez SB 31 sierpnia 1982 r. w Lubinie, przed każdą mszą w intencji Ojczyzny układaliśmy krzyż z kwiatów i znicze. Był to znak pamięci o pomordowanych działaczach a także znak sprzeciwu wobec rządzącej władzy i znak że Solidarność żyje. Nieznani sprawcy systematycznie je usuwali. W 1985 r. przed kościołem umieściliśmy krzyż wykonany ze stalowej blachy wypełniony ziemią i kwiatami z wpisem „Nie lękajcie się” Jana Pawła II. Krzyż ten nienaruszony dotrwał do 1989 r.


W lipcu 1983 r. stan wojenny został odwołany. Jak po tym okresie wyglądał opór wobec władzy?
To prawda, 22 lipca został odwołany stan wojenny, ale sejm w przyjętej ustawie podtrzymał represyjne przepisy stanu wojennego. Za drukowanie, kolportowanie niezależnej prasy podziemnej można było trafić do więzienia lub zapłacić grzywnę. Proszę pamiętać, że 19 października 1984 r. funkcjonariusze IV Departamentu MSW porwali i zamordowali kapelana S ks. Jerzego Popiełuszkę.
W Nowej Soli 11 grudnia 1985 r. SB przeprowadziła rewizję w domach kilkunastu osób zatrzymując kilka z nich. Aresztowanie objęło trzy osoby: Janusza Małeckiego, Ryszarda Szablowskiego i Andrzeja Garbyszewskiego. Trzy osoby dostały wyrok sądowy w zawieszeniu a jednej osobie sprawę umorzono warunkowo. Proszę również pamiętać, że w 1989 r. przed przystąpieniem do obrad Okrągłego Stołu zostali zamordowani przez „nieznanych” sprawców księża: Stefan Niedzielak, później Stanisław Cuchowolec, a przed wyborem Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta RP został zamordowany także ks. Sylwester Zych. Tak wyglądało zawieszenie stanu wojennego... Ja bym to nazwał zawieszeniem, po którym opór społeczeństwa wobec rządów komunistycznych trwał nadal, ale był już słabszy. Skupię się na Nowej Soli. Nadal kolportowaliśmy prasę podziemną, książki drugiego obiegu, ulotki, plakaty. By podtrzymać ducha mieszkańców, za przykładem większych miast, podjęliśmy na wielką skalę działalność edukacyjną.
Działacze „S” tworzący Duszpasterstwo Ludzi Pracy otrzymali ogromną pomoc od ojców kapucynów a w szczególności od proboszcza Andrzeja Surkonta i opiekuna duchownego o. Ryszarda Ślebody. Duszpasterstwo Ludzi Pracy umożliwiało oddziaływanie na szerszą grupę osób niż te, które były zaangażowane w konspirację solidarnościową. Andrzeja Gabryszewskiego


Mariusz Pojnar

Zmieniony: czwartek, 15 grudnia 2011 08:57