|
Czy nowosolska podstrefa ekonomiczna powinna obawiać się powstającej właśnie pod Zieloną Górą młodszej siostry?
Michał Iwanowski: - Strefa ekonomiczna za 10 lat przestanie istnieć, zgodnie z obecnymi przepisami. Czy więc strefa powinna się rozwijać, czy raczej zwijać?
Artur Malec, prezes Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej: - Jak najbardziej rozwijać! Czyli poszukiwać i przyciągać nowych inwestorów. Chociaż pewnie jakieś znaczenie ma fakt, że prawdopodobnie za 10 lat strefy nie będą istnieć, choć nie jest to jeszcze przesądzone. Wraz z wygaśnięciem ulg strefowych firmy się stąd nie wyprowadzą. Pod warunkiem, że stworzymy odpowiednią infrastrukturę logistyczną, drogową. Mam nadzieję, że po 2020 r. warunki do inwestowania w Polsce będą równie przyjazne, jak dziś.
A co takiego władze strefy mogą zrobić już dziś, by zapobiec ewentualnemu wyprowadzaniu się inwestorów?
Pierwsza rzecz to stabilizacja prawna. Należy podejmować starania, by zmiany legislacyjne nie rujnowały dotychczasowego stanu przywilejów i ulg. Druga rzecz to szeroko rozumiana obsługa i pomoc inwestorom, pod kątem marketingowym i promocyjnym. Podkreślę, że jeśli chodzi o obsługę inwestorów we wszystkich rankingach K-SSSE S.A. zawsze jest w pierwszej trójce najlepszych stref ekonomicznych w Polsce.
Jest pan prezesem od niedawna. Zatem chwali pan zasługi swojego poprzednika?
Pewną politykę kreuje oczywiście zarząd, ale na wartość każdej firmy mają wpływ przede wszystkim pracujący w niej ludzie. To oni swoimi działaniami tworzą wizerunek firmy. Bill Gates powiedział, że jego firma jest tyle warta, ile warci są jej pracownicy. Ja się z tym zgadzam. Dzięki kreatywności i mobilności wszystkich pracowników łatwiej będzie mi realizować wszelkie pomysły.
Jakie ma pan refleksje na temat czteroletniej pracy poprzedniego prezesa Krzysztofa Dołganowa?
Funkcja prezesa jest stanowiskiem kadencyjnym, powiedzmy sobie przechodnim. Choć może nie jest to najwłaściwsze określenie. Natomiast strategia, polityka i filozofia działania stref w Polsce została przyjęta ustawą w 1994 r. i ona musi być realizowana. Mogą być drobne korekty, ale nie mogą odbiegać od zasadniczych założeń. Mam oczywiście swoje przemyślenia co do pewnych dotychczasowych działań, a koncentrować się będę na nieco innych obszarach działalności strefy.
Kiedy w maju rozmawiałem z poprzednim prezesem, ten stwierdził, że strefa powinna próbować swoich sił w deweloperce, budować domy dla pracowników firm, bo tego chcą inwestorzy, a samorządów na to nie stać. Co pan na to?
Uważam, że strefa nie powinna bezpośrednio angażować się w tego typu inwestycje. Zwłaszcza teraz w dobie kryzysu. Jedyna tego typu inwestycja została przeprowadzona w Kostrzynie. Była być może udana, ale zostaje jeszcze kilka wolnych mieszkań i mamy problemy z ich zbyciem.
Problemem inwestorów jest też np. brak przedszkoli z językiem angielskim. Poprzedni prezes zastanawiał się, czy ich nie budować...
Jestem jak najbardziej za tym, by wspierać władze miast i gmin w takich przedsięwzięciach, ale K-SSSE bezpośrednio nie będzie zmierzać w stronę realizacji takich zadań.
A więc na jakich obszarach działania strefy chce się pan skoncentrować?
Na wszelkich formach marketingu i promocji w zakresie pozyskiwania nowych inwestorów. Chciałbym też zacieśnić współpracę ze szkolnictwem zawodowym, z zakładami doskonalenia zawodowego. Ściągnięcie inwestora to jedno, a zapewnienie mu odpowiedniego zaplecza w postaci fachowych kadr, to drugie, równie ważne zadanie. Już dziś mamy deficyt wykształconych fachowców, a za kilka lat może się okazać, że nie będzie komu pracować.
Jak pan chce to osiągnąć, skoro np. w Nowej Soli zakłady z terenu podstrefy ekonomicznej często nie mogą przyjmować uczniów na praktyki, bo zarządy firm macierzystych zlokalizowane w innych krajach nie zgadzają się na to. Powodem jest to, że procesy produkcyjne w zakładach są chronione patentami, a poza tym wiadomo, że uczeń nie przynosi od razu zysku, a raczej generuje koszty...
Tutaj są różne pomysły i różne rozwiązania. W ramach strefy ekonomicznej tworzą się rozmaite klastry. Ot, choćby Lubuski Klaster Metalowy, czy papierniczy, jaki próbujemy zawiązać w Kostrzynie. Przy tej okazji można wykorzystywać fundusze unijne, a dzięki temu może dochodzić do reaktywowania niektórych zawodów. Niestety, reforma oświaty sprawiła, że szkolnictwo zawodowe mocno podupadło. Należy teraz wykonać ogromną pracę z uczelniami i zakładami pracy, by uczniowie i studenci mogli kształcić się i odbywać praktyki w zawodach poszukiwanych, a obecnie deficytowych. Pomogą w tym m.in. inkubatory przedsiębiorczości, czy parki technologiczne. Przeprowadzamy obecnie ankietę wśród inwestorów, by wyłonić zawody i kierunki najbardziej poszukiwane. Ta ankieta do końca sierpnia będzie zrealizowana przez mój zespół marketingu.
Nie ma pan wrażenia, że podstrefa nowosolska niejako wysysa zielonogórski rynek pracy, że dzięki swemu prężnemu rozwojowi podstrefa w Nowej Soli jest także podstrefą zielonogórską?
Bardzo dobrze, że tak jest. Mamy przecież wolny rynek. Nie widzę tutaj żadnych ujemnych stron. To przejaw zdrowej mobilizującej konkurencji.
Czy zatem tworzenie podstrefy ekonomicznej w Starym Kisielinie pod Zieloną Górą jest zasadne?
Odpowiem cytatem: dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba. Konkurencja i zdrowa rywalizacja na tym polu jest jak najbardziej wskazana. Kto będzie bardziej przebojowy i mobilny, ten wygra. Wprawdzie w tej rywalizacji Nowa Sól wiedzie prym, ale wierzę, że zielonogórscy samorządowcy, przedsiębiorcy, władze uczelni też dostrzegą szansę dla rozwoju miasta, poprzez park technologiczny w Starym Kisielinie. My możemy stworzyć wszelką pomocą i doświadczeniem, by tak się stało.
Plan jest taki, że jeszcze jesienią br. miasto Zielona Góra powinno zacząć sprzedawać ziemię w kisielińskiej strefie inwestorom, a tymczasem ziemia wciąż jest własnością Uniwersytetu Zielonogórskiego. Widzi pan jakieś zagrożenie, że ta podstrefa może w tym roku jeszcze nie zaistnieć?
Nie znam szczegółów dotyczących rozwoju tej podstrefy, więc trudno mi się wypowiadać. Ale wiem, że sukces rodzi się przy chęciach i determinacji wszystkich stron. Musi być zaangażowanie i wola, jeśli któryś z tych trybów nie zadziała, to wtedy może wyglądać różnie.
Podobno podstrefę w Nowej Soli czekają jakieś kolejne duże inwestycje. To prawda?
Jest pewien inwestor amerykański, który chce zainwestować duże pieniądze w podstrefie Nowa Sól i stworzyć relatywnie dużo miejsc pracy. Ale na tym etapie jestem związany tajemnicą i nie mogę podać żadnych szczegółów.
Z jakiej branży jest ten inwestor?
Tego też nie mogę powiedzieć.
Coraz głośniej mówi się o drugim dnie kryzysu, jaki czeka Europę i świat. Czy więc w przyszłości nowe podstrefy, jak ta w Kisielinie, ma szansę, by zapełnić się inwestorami?
Jeden kryzys już przeżyliśmy, a K-SSSE dobrze sobie z nim poradziła. Kryzys jest taką ekonomiczną wojną, w której jedni wygrywają, a inni ponoszą porażkę. Są firmy, które mimo kryzysu odnajdują dla siebie niszę i miejsce na rynku. Mam nadzieję, że nasze działania marketingowe i promocyjne pozwolą nam takie właśnie firmy pozyskać.
Dziękuję
Rozmawiał Michał Iwanowski
|