Reklama

Biuletyn Informacji Publicznej

logo_bip

Olga Hucko: To jest moje widzenie świata PDF Drukuj Email
Wpisany przez ark   
wtorek, 03 sierpnia 2010 12:48

Olga Hucko, urodziła się we Wrocławiu, przez pięć lat mieszkała w Nowej Soli, potem w Nowym Miasteczku, obecnie studiuje  w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi, od października zacznie też studiowanie literatury na Uniwersytecie Łódzkim.  W wolnych chwilach gra na pianinie. (fot. archiwum Olgi Hucko)Olga Hucko z Nowego Miasteczka, której produkcje mogliśmy oglądać podczas drugiej edycji Solanin Film Festiwal opowiada o tym, jak to jest opisywać świat przy pomocy kamery i... pióra.


Krzysztof Koziołek:  Film „Nowy Kościół” wyreżyserowany przez ciebie był twoim pierwszym dziełem?
Olga Hucko: Nie, kilka ich już było. Ale ten był pierwszą tak „dużą” produkcją.

Studiujesz w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi na...
... trzecim roku realizacji obrazu filmowego i telewizyjnego, specjalność reżyseria filmowa. Moja uczelnia to jedyna niepubliczna szkoła w Polsce, która daje tytuł magistra realizacji obrazu filmowego.

Skąd się wzięły takie zainteresowania?
To był zlepek przypadków. Wiedziałam, że nie pójdę na „standardową” ekonomię lub medycynę, bo nie czułam powołania w tym kierunku. A przez to, że wiecznie szukam formy do wyrażenia tego, co chciałabym powiedzieć, spróbowałam z filmem. Ale film, jak się okazało, nie jest jedyną formą przekazania mojego postrzegania świata, którą wykorzystuję.

W jaki jeszcze sposób to robisz?
Jest jeszcze literatura i to nie tylko proza czy poezja, ale także teksty użytkowe - sceniczne. Piszę również komedie dla teatrów.

Gdzie je można zobaczyć lub przeczytać?
Na razie szykowana jest premiera teatru czytanego w Teatrze Powszechnym w Łodzi.

A jak wygląda nauka pisania tekstów teatralnych?
Biorę udział w warsztatach Centrum Polskiej Komedii w Teatrze Powszechnym w Łodzi oraz Sceny Komediowej w Teatrze Praga w Warszawie. Właśnie tam uczę się rzemiosła od ludzi, którzy się tym zajmują, aby po takich praktycznych naukach móc pracować w zawodzie dramaturga.

Użyłaś określenia: rzemiosło...
Bo to jest rzemiosło, nic więcej (śmiech).

„Jajca” były etiudą filmową, jak dla mnie wybitnie komediową. Powstały jako ćwiczenie na zajęciach na uczelni czy też specjalnie na 2. Solanin Film Festiwal?
To było tak zwane ćwiczenie dźwiękowe na zajęcia. Specjalnie na festiwale nie robię filmów (śmiech). „Nowy Kościół” też pierwotnie nie był planowany jako film festiwalowy, to była taka moja prywatna opowieść o tym miejscu.

Wiążesz swoją przyszłość z reżyserią, robieniem filmów?
Nie tylko, ale nie mogę zaprzeczyć, że chciałabym zająć się filmami dokumentalnymi. Bo otaczająca nas rzeczywistość to najlepsza kopalnia pomysłów i absurdów, o których warto opowiadać i której warto się przyglądać.

Ale z robienia dokumentów chyba trudno się utrzymać?
Dlatego będę też pisać, mogę także pracować w telewizji. Jest wiele możliwości utrzymania się w tym zawodzie, ale trzeba uważać, by nie wykluczyły tego, co chce się tak naprawdę robić.

Czyli w ciągu dnia praca, a wieczorami poświęcanie się pasji?
Miejmy nadzieję, że pasja wygra (śmiech). Bo wiadomo, jak jest, niektórym udaje się utrzymać z pasji, innym nie. Na razie to wielka niewiadoma, ale zawsze trzeba wierzyć w to, że się uda.

Trzeba mieć jakieś szczególne predyspozycje, by robić dobre filmy? Jak choćby taką wrażliwość na otaczający nas świat, którą wyczułem w „Nowym Kościele”. I to specyficzne poczucie humoru, które przebijało w „Jajcach”.
Oczywiście, że trzeba, bo jeśli nie widzielibyśmy czegoś swoim charakterystycznym okiem, to wszystko byłoby takie samo i...

I nudno by było...
Nudno i monotonnie. Nie ma większego sensu opowiadać o tym, że jakaś pani wchodzi do sklepu i kupuje chleb, chyba, że widzimy, że robi to w zupełnie inny sposób. Razem z moją koleżanką, Magdą Lis, czasami jesteśmy czymś zafascynowane, coś nas urzeka i wtedy robimy o tym film, by móc podzielić się tym, że zwykła rzecz może być całkiem inna i nie przypominać rytualnych czynności. Jak choćby chodzenie do kościoła pokazane w „Nowym Kościele”.

Na koniec spytam o wątek „lokalny”. Czy komuś z Nowej Soli czy Nowego Miasteczka jest trudniej dostać się do takiej szkoły i robić filmy, a potem przebić się w szeroki świat?

Nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli ma się to „coś” - mam nadzieję, że nie zabrzmi to nieskromnie - jeżeli ma się wiarę w to, że to, co się robi, będzie pożyteczne dla innych, to nie ma przeszkód, nawet finansowych, są chociażby stypendia.

W takim razie dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia na małym i dużym ekranie oraz na scenie.

Zmieniony: czwartek, 21 lipca 2011 12:27