Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Get Adobe Flash player

Wyślij zdjęcie z wydarzenia

Najbliższe wydarzenie


2 dni 12 godz. 8 min.
upłynie do najbliższego wydarzenia:
Wystawa dzieci w MBP image
Wystawa dzieci w MBP
data 25-05-2012 • 17:00
• Miejska Biblioteka Publiczna
nextEvent by JoomlaLoft

Biuletyn Informacji Publicznej

logo_bip

Rzetelna Firma

Rzetelna Firma

Bardzo (z)lany poniedziałek PDF Drukuj Email
Wpisany przez ark   
piątek, 16 kwietnia 2010 12:54
Fredrik Lindgren (z lewej) był w Wielkanocny Poniedziałek najskuteczniejszym jeźdźcem Falubazu, zdobył dziewięć punktów, Piotr Protasiewicz zgromadził pięć oczek fot. ArchiwumI to jest żużel? Ten mecz nie powinien się w ogóle odbyć, bo jazda w takich warunkach przypominała bardziej błotne zapasy, niż speedway. Co nie zmienia rzeczy, że rycerze Falubazu byli jak dzieci we mgle i w starciu z tarnowskimi jaskółkami stanowili zaledwie tło.
Opis tego meczu można by zamknąć praktycznie w jednym zdaniu: najpierw był start, potem wejście w pierwszy łuk, wyjście z niego i w tym momencie nasi byli albo daleko z tyłu, albo walczyli o jeden, góra o dwa punkty. Ale jak miało być inaczej, skoro kompletnie nie wychodziły im starty?

Cały czas pada deszcz

Zacznijmy od tego, że ten mecz w zgodnej opinii wielu obserwatorów nie powinien się odbyć. Bo żużel to w końcu nie jazda na wodzie. Niestety, sędzia zadecydował, że pojedziemy. W biegu otwarcia Patryk Dudek ledwie zdołał rozdzielić Martina Vaculika i Szymona Kiełbasę, Aleksandr Loktajew przyjechał ostatni. Od wyjścia z pierwszego łuku zawodnicy jechali gęsiego. W drugim biegu ze startu najlepiej wyszedł Greg Hancock, który za plecami zostawił Bjarne Pedersena i Marcina Rempałę, ostatni był Grzegorz Zengota. Znów jazda gęsiego, cały czas pada deszcz.
Kolejna gonitwa, w tych arcytrudnych warunkach start wygrywa Sebastian Ułamek. Rafał Dobrucki na szczęście po minimalnie przegranym starcie nie pozwala po zewnętrznej rozpędzić się Jesperowi Monbergowi, co skrzętnie wykorzystuje Lindgren, który przykleja się do kredy i jedziemy na remis. W biegu nr 4 Vaculik jedzie za Kiełbasę. Krzysztof Kasprzak kradnie start, czego sędzia nie widzi. Nasi fatalnie spod taśmy, Piotr Protasiewicz próbuje kąsać, ale kompletnie nieudanie, przegrywamy podwójnie.
Cały czas pada. Kierownik zielonogórskiej drużyny dzwoni do sędziego, prosząc go do parkingu po kolejnym, piątym biegu. W nim start wygrywa co prawda Hancock, ale z pierwszego łuku wychodzi już trzeci. W takich warunkach nie ma szans na nawiązanie walki. Zengi kompletnie się nie liczy.

Szczotki na torze

Sędzia Piotr Lis rozmawia z trenerami i zawodnikami, zawody zostają wstrzymane, organizatorzy mają nasypać suchej nawierzchni (to nowość w tegorocznym regulaminie, w zapasie ma być przygotowany suchy grys). Czy to coś zmieni? Zobaczymy, na razie na torze pojawiają się traktory i ludzie ze szczotkami.
- Tor był niebezpieczny już przed pierwszym biegiem. Gdy lunął deszcz, myślałem, że nie pojedziemy. Ja miałem to szczęście, że jechałem z przodu, z tyłu jest trudniej. Ale jak pojechaliśmy pięć biegów, to możemy pojechać i te trzy – stwierdził Kasprzak w rozmowie z TVP Sport. Przed kamerą pojawia się Dobrucki. Czy ten tor jest bezpieczny? - Nie dość, że szpryca, to jeszcze padający deszcz, który to błoto rozmywa. Przyjechałem drugi, a zerwałem sześć zrywek. Zawodnik na trzeciej, czwartej pozycji widzi niewiele – zauważa „Rafi”. Podobnie wypowiada się „Herbi”.
- Moim zdaniem trzeba było albo przerwać, albo puścić do ósmego biegu i wtedy przerwać. Dosypanie suchego grysu na mokry tor? Nie wiem czy to ma sens – ocenia z kolei trener tarnowskich jaskółek Marian Wardzała.
- Na torze były lustra wody, w takich warunkach nie można kontynuować jazdy. Nie mogę zareagować dopiero, gdy już dojdzie do jakiegoś niebezpiecznego upadku – tłumaczy arbiter spotkania.
- Ten mecz nie powinien się rozpocząć. To ma być otwarcie sezonu, emocje, a nie walka z błotem – mówi sternik zielonogórskiego klubu Robert Dowhan.
Po ponadgodzinnej przerwie – grysu jednak nie dosypano – zawodnicy wracają na tor.

Dwóch na Ułamka to za mało

Vaculik prowadzi, Kasprzak ostatni, próbuje wyprzedzić Dobruckiego, drugi jest „Fred”.  Vaculik upada, ale już za metą, bo wciąż jest ślisko. I to jest żużel?
Bieg nr 7. Loktajew za Dudka, na dokładkę „Pepe”. Niebezpiecznie na pierwszym łuku,  walkę na łokcie przegrywamy totalnie. W kolejnym wyścigu Lindgren za Zengotę w ramach rezerwy taktycznej. Kasprzak wywozi się pod bandę, ale i tak jest przed Hancockiem. A prowadzi... Kiełbasa przed Szwedem. Ale przynajmniej nie przegrywamy podwójnie.
Bieg dziewiąty, jedziemy na remis, ale Rempała po małej wypycha Dobruckiego, ma też apetyt na Lindgrena, na szczęście ten przedziela gospodarzy.
Monberg dotyka taśmy, za niego może pojechać Vaculik, ale nie mieści się w dwóch minutach. Dwóch naszych na jednego Ułamka. Ale „Protas” go tylko postraszył, pod łokieć już nie wszedł. Dudek ostatni. I to by było na tyle.

Pogrom mistrzów

W jedenastym biegu Zengota nawet dobrze rusza spod taśmy, ale po wyjściu z pierwszego wirażu jest już czwarty, Dobrucki drugi za plecami Kasprzaka. W kolejnym starciu Ułamek jedzie po czwartą „trójkę”, Hancock na dystansie robi Kiełbasę, Loktajew daleko z tyłu. Gonitwa nr 13. Wygrywa Monberg, drugi Lindgren, o trzecie Protasiewicz walczy z Rempałą. Dowozimy remis, a sędzia przerywa zawody. Ostateczny wynik 50:28. Jak na inaugurację sezonu w roli mistrzów, to nic innego jak pogrom...
Krzysztof Koziołek