Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najbliższe wydarzenie
Polecamy artykuły
- Czterdzieści lat minęło, a wspomnienia wciąż żywe
- Na tropie usychających drzewek
- Cykliści z Soli chcą jeździć bezpieczniej
- Na spacerze zaczynają się schody
- Dlaczego psy z Zielonej Góry rodzą na naszym cmentarzu?
- Elektroniczna kolejka w komunikacji
- Ważna pierwsza praca
- Eleganckie podwórka i wodospad
- W kanale portowym będą fontanny
- Ważna pierwsza praca
| Coś nie gra |
|
|
|
| Wpisany przez masa |
| sobota, 28 sierpnia 2010 10:23 |
|
Celuloza Kostrzyn – Arka Nowa Sól 3:1 (2:1) Bramki: Budzałek 12' i 88', Anioł 31' - Wierzbicki 14' Arka: Łoboda, Pojnar, Jurak (76' Domański), Wierzbicki, Druciak (46' Smolin), Kamiński (46' Wesołowski), Buryń, Kumczyk, Walter, Chmielewski, Kałużny Środowy mecz w Kostrzynie nowosolanom nie szedł od samego początku. To gospodarze nadawali ton wydarzeniom na boisku już od pierwszych minut spotkania. Czwórka nie byłaby karą Pierwsze minuty tego meczu to akcje zaczepne gospodarzy, nieustannie przebywali na naszej połowie. W 4. minucie minimalnie pomylił się Anioł a w 8. minucie Budzałek. W końcu, w 12 minucie Budzałek trafił, wbiegł z piłką w pole karne, Łoboda próbował jeszcze wszystko ratować, ale został przelobowany i gospodarze prowadzili. Ten klops, który chlupnął w kotle naszej bramki śmiało na klatę mogą wziąć nasi obrońcy. Szczęściem dwie minuty później był remis, akcję lewą stroną wykończył strzałem po ziemi Wierzbicki i Łopusiewicz musiał wyciągać piłkę z siatki. Szybko złapany remis dawał nadzieję, że tym razem w Kostrzynie nas nie obiją, jak to miało miejsce ostatnio. Żeby jednak taki scenariusz się spełnił, zespół trenera Kujawy musiałby grać nieco inaczej, niż grał. Co prawda oddaliśmy w tej połowie jeszcze dwa strzały, najpierw Druciak w 21. minucie a za chwilę Jurak, ale „strzał” w tym wypadku to słowo na wyrost. Gospodarze natomiast, choć w sumie szału nie grali, byli ewidentnie bardziej zdeterminowani. Najpierw cudem nie trafili po akcji, kiedy Walter wystawił piłkę na 5. metr rywalowi (zawiodła komunikacja, Walter wybijał piłkę, nikt mu nie krzyknął, żeby walił z armaty bo ma gościa na plecach), potem Arka drapała się przy rzucie rożnym i się udało, a w 31. minucie Budzałek poszedł prawą stroną solo, zagrał po ziemi w pole karne, Anioł dostawił nogę i nie dał szans Łobodzie. Spojrzenie Adama Pojnara, który szukał wzrokiem odpowiedzi, kto tam tak ładnie przykrył Anioła – bezcenne. Gospodarze w tej połowie jeszcze dwa razy mogli Arkę skarcić i chyba jakaś piłkarska Matka Boska przycupnęła na poprzeczce bramki Łobody tak, że cudem nic nie wpadło. Gdybyśmy do przerwy przegrywali 1:4, nikt nie miałby żadnych obiekcji, bo gospodarzom się te cztery gole należały. Klasyk Po przerwie było nieco lepiej, wydawało się, że chwilami Arka gra bardziej z przytupem. Jednak w 55. minucie znów Arkę uratował Łoboda, kompletnie zasłonięty przeniósł mocny strzał nad poprzeczkę. W 58. minucie minimalnie pomylił się Wierzbicki, strzelił obok słupka. Reszta naszych strzałów była kartoflowata. Dobre akcje, choć mało ich było, kończyły się gubieniem piłki przed oddaniem strzału albo Syndromem Zaplątanej Nogi, widowisko było takie, że krew człowieka zalewała. Ale czekało się z wiarą. W 78. minucie obrońcy gospodarzy ewidentnie wycięli Chmielewskiego w polu karnym, sędzia jednak akurat chyba mrugnął w tym czasie, bo nie zauważył i puścił akcję. Po chwili jednak nowosolanom karnego oddał. Domańskiego w polu karnym lekko wziął na klatę obrońca, młody napastnik Arki prawidłowo się obalił i sędzia gwizdnął karnego. Pierwszy do karnego w Arce jest wyznaczony Pojnar, jednak kapitan naszego zespołu chwilę wcześniej ucierpiał w starciu i nieco okulały nie chciał wykonywać jedenastki. To zadanie powierzono Gracjanowi Walterowi i chyba był to błąd, bo „Gracek” miał już w nogach 80 minut ciężkiej pracy na boku pomocy i nogi mógł mieć już nieco łykowate, nieswoje. I tymi nieswoimi nogami karnego strzelił, w sam środek bramki, a Łopusiewicz obronił, bo poleciał w lewo a buty zostały na środku bramki. Po chwili mieliśmy faul na linii 16 metrów, jednak Wierzbicki strzelił obok słupka. Cóż, po niestrzelonym karnym, po straconej szansie na remis Arka coś próbowała jeszcze, skończyło się klasykiem, kontrą i golem na 1:3. Anioł pociągnął z piłką na prawą flankę, pociągnął za sobą obrońcę i bramkarza, zagrał w stronę bramki a piłkę z metra dobił Budzałek. I było po zawodach, po herbacie, wiadomo „kto” bombki strzelił. Kawał meczu W sobotę Arka podejmowała u siebie Orła Ząbkowice Śląskie. Kawał meczu, tyle powiem. Arka Nowa Sól – Orzeł Ząbkowice Śląskie 0:0 Arka: Łoboda, Pojnar, Chmielewski, Dykta, Kaczmar (46' Domański), Rozynek (64' Smolin), Druciak, Kumczyk (79' Buryń), Kałużny (46' Kamiński), Jurak, Walter Bez Wierzbickiego, który się rozchorował, bez Wesołowskiego, który podczas meczu w Kostrzynie skręcił nogę w kolanie przystąpiła Arka do sobotniego meczu. Nowosolscy kibice nie wychodzili ze stadionu zadowoleni. Widowiska nie oglądnęli, piłkarskich fajerwerków nie oklaskiwali, wręcz przeciwnie, poziom tego meczu był fatalny. W pierwszej połowie Arka oddała całe trzy albo dwa strzały na bramkę Kaczora. W 6. minucie Walter strzelił z rzutu wolnego nad poprzeczką, w 10. Kumczyk zagrał w bramkę tak, że obrońca musiał wybijać piłkę z linii, w 33. Chmielewski po rzucie wolnym strzelił głową nad poprzeczką. Tyle, jeśli chodzi o ofensywę. Goście, których w III lidze utrzymała Ślęza Wrocław, oddali strzałów siedem, z tego trzy celne. W 2. minucie z dystansu uderzył Paw, Łoboda zbił piłkę na rzut rożny. W 39. Łoboda obronił strzał na krótkim słupku, w 44. Hajdamowicz zagrał mocną piłkę w pole karne, tak zrykoszetowała i trafiła w naszą poprzeczkę. Tuż przed przerwą Łoboda obronił strzał Drozdowskiego. W drugiej połowie goście nie zagrali nic, nie zrobili w sumie pół akcji. Arka jednak nijak nie potrafiła wybić rywalom punkty z głowy. W 53. Jurak strzelił sytuacyjnie szpicem z pola karnego, nie trafił. W 57. Druciak strzelał z wolnego, nie trafił. W 64. znów wolny Druciaka, tym razem bramkarz zbija na róg. Rewelacyjnie strzelił Filip Kamiński w 72. minucie, podciął piłkę na szesnastce, bramkarz sporo się nadrapał, żeby ją wybić. W 79. znów bohaterem meczu mógł zostać Smolin, podanie od Druciaka wykończył z pierwszej piłki i Kaczor obronił strzał intuicyjnie. Te dwie okazje były największym dokonaniem Arki w tym meczu. W 89. kulawa akcja gości zakończyła się tym, że Dziekański uderzył głową i piłka trafiła w słupek. Gdyby trafił byłaby tragedia. Co się dzieje z Arką? Wygrana z Promieniem była fuksem, tego szczęścia zabrakło w Kostrzynie i nie starczyło na Orła Ząbkowice. Zastanawiam się, co się stało, że zespół jest taki niemrawy, bo czasem aż żal patrzeć, jak to wygląda na boisku. W Kostrzynie z tyłu zagrali Pojnar/Buryń/Chmielewski. Każdy z nich potrafi w piłkę grać, jednak zestawienie tej trójki, która się po prostu boiskowo nie zna, bo ze sobą nie grała, dało efekt w postaci pierwszych dwóch straconych bramek. W pierwszej połowie w ofensywie z naszej strony nie było nic, gol Wierzbickiego to jedyna akcja warta uwagi. Najbardziej aktywny w pomocy wydaje się Kumczyk, co z resztą, nie wiadomo. Najdziwniejsze jest to, że najgroźniejszym zawodnikiem dla rywali jest Smolin, który wchodzi w ogonach i w każdym meczu zagraża bramce. Kompletnie nie widać Kałużnego, kompletnie nie widać Juraka. W pomocy jest mdło, wszystko jest pchane środkiem, nie ma jakiegoś rozciągnięcia, poszerzenia gry. Nie ma ruchu bez piłki, jest za to taniec chochoła, z nogi na nogę, jakby to był koniec sezonu i każdy miałby już 30 meczów w nogach. Zespół sprawia chwilami wrażenie podjechanego, jakby coś nie tak poszło w przygotowaniach, jakby mieli za dużo i za ciężko. Z drugiej strony widzi się jakiś boiskowy marazm, który nie wynika z braku sił, a raczej braku chęci, braku ambicji, niechęci starania się, zespół się chyba trochę rozsypał, przynajmniej takie sprawia wrażenie. Chyba trzeba będzie się trochę wziąć w garść, trochę się wyprostować, poprawić szal i cylinder, wygładzić frak, westchnąć głęboko i pójść dalej z trochę większą determinacją i ambicją panowie, bo tak, jak jest, to być nie może. A najtrudniejsze mecze dopiero przed nami. W nadchodzącą sobotę Arka na własnym boisku podejmie Czarnych Witnica. Mecz o godz. 17.00. Marek Grzelka
Wyniki 3. kolejki i tabela: Czarni Witnica -Celuloza Kostrzyn nad Odrą 3:2 Polonia/Sparta Świdnica - Promień Żary 2:2 Orzeł Międzyrzecz - Pogoń Oleśnica 3:1 Lechia Dzierżoniów - Chrobry Głogów 1:2 Twardy Świętoszów - Polonia Trzebnica 2:5 Motobi Bystrzyca Kąty Wrocławskie - Ilanka Rzepin 2:1 Pogoń Świebodzin - MKS Oława odwołany z powodu zawieszenia licencji MKS-u
|









Dwie kolejki spotkań rozegrała Arka Nowa Sól w minionym tygodniu. Te dwa mecze w wykonaniu nowosolan nie zachwyciły, wręcz przeciwnie, obnażyły ewidentne słabości nowosolskiego zespołu