Wystarczy mały deszcz, żeby mieszkańcy kilku domów w Zakęciu mieli problemy z dojściem do swoich posesji. - Samochodem jakoś można przejechać, ale nie ma mowy, żeby przejść tędy suchą nogą – mówi Jan Firuta z Zakęcia.
Gdy tylko popada deszcz, droga gruntowa za przejazdem kolejowym w Zakęciu zmienia się w jedno wielkie rozlewisko. - Brodzimy w kałużach i błocie. Kałuże są na całej długości drogi. Największa na zakręcie. W niedzielę widziałem, jak sąsiadka szła przy samym płocie i z dużym trudem próbowała ominąć to rozlewisko – opowiada J. Firuta.
Mieszkańcy przyznają, że problem istnieje od 20 lat. W 2007 roku próbowali w tej sprawie interweniować w gminie. Wysyłali pisma, a urzędnicy deklarowali pomoc. - Droga w Zakęciu była równana, ale to za mało. Tam trzeba zrobić solidną podbudowę, a potem położyć asfalt lub ażur – uważa Teresa Kaczmarek, wójt gminy Otyń.
Dziś po utwardzaniu przez gminę nie ma śladów. Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. Dlatego próbują radzić sobie z uciążliwym problemem jak mogą. Jeden z sąsiadów zgodził się, żeby wodę stojącą w kałużach spuścić na jego posesję. Pomogło. To jednak rozwiązanie prowizoryczne.
Mimo wszystko nasi czytelnicy liczą, że w skutecznym rozwiązaniu problemu pomogą im urzędnicy. - Nie chcemy od razu asfaltu czy ażurów. Wystarczy, że gmina utwardzi nam tę drogę żwirem – podkreśla pan Jan. - Gmina robi teraz kanalizację. Nie można wziąć gruzu z rozbiórki dróg i przywieźć go do nas? – zastanawia się mężczyzna.
Jak udało nam się ustalić, gmina na razie nie planuje inwestycji drogowych na tym terenie. - Na razie robimy kanalizację. Gdy zakończą się prace, zobaczymy w jakim stanie wykonawca zostawi drogi. Wtedy w miarę naszych możliwości będziemy planowali inwestycje drogowe – wyjaśnia wójt Otynia.
Anna Rybarczyk
|