|
Choć ludzie stukali się w czoło, gdy mówiła o pomyśle wyjazdu by zwiedzić kawałek Rosji, postawiła na swoim. Znalazła towarzyszkę podróży. Dwie nowosolanki wsiadły w pociąg i na trzy tygodnie wyruszyły na wschód, do kraju, któremu łatwo przyszywa się łatkę „dziki”.
Zwykle do Rosji jeżdżą tylko ci, którzy z jakichś powodów muszą. Na wyjazdy turystyczne chętnych jest mniej, jeśli już, to w sposób zorganizowany, wycieczką z biura podróży. Sylwia Wieczór, 27-letnia nowosolanka postanowiła, że pojedzie z koleżanką, na własną rękę. Obrazek pod tytułem „Dwie dziewczyny jadą do Rosji” haczy o gruby szok. Same? Dziewczyny? Do Rosji? Po prostu czysta abstrakcja.
Marzenia o Rosji
O podróży do Rosji myślałam od zawsze! Wspaniała okazja do wyjazdu nadarzyła mi się dopiero na studiach, kiedy to ze studentami Wydziału Leśnego wyjechałam do Rosji w celu nawiązania współpracy pomiędzy uczelniami: Akademią Rolniczą z Poznania i Akademią Rolniczą z Irkucka. Spędziliśmy niezapomniane chwile w tajdze syberyjskiej. Syberia ma w sobie coś urzekającego… To sprawiło, że nim dotarłam do Polski wiedziałam, że będę chciała tam powrócić – mówi Sylwia. Chciała zobaczyć Karelię, położoną w północnej Europie, między Morzem Białym a Finlandią, na północnym zachodzie europejskiej części Rosji.
Pomysł na Karelię zrodził się w marcu 2009 roku. Wspólnie z koleżanką, również nowosolanką, Barbarą Borejszo postanowiły udać się do tego regionu. Do planowanej na sierpień realizacji pomysłu pozostawało sporo czasu. Mogły na spokojnie zbierać materiały i ustalać trasę. - Korzystałyśmy z portalu The Hospitality Club, którego ideą jest zbliżanie ludzi na całym świecie, poprzez wzajemną pomoc w czasie podróży oferując nocleg lub zwiedzanie ciekawych miejsc w danym miejscu świata – wyjaśnia Sylwia. Z Nowej Soli pojechały do Białegostoku. Stamtąd do Wilna i dalej, przez Petersburg do Karelii. Dotarły do Pietrozawodska, stolicy regionu. Dojazd na miejsce zają dwa dni.
Pomoc tubylców
Pierwszego dnia w Pietrozawodsku pojawił się problem z noclegiem. - Ostatecznością miał być nocleg w hotelu, ponieważ cena skutecznie nas odstraszała 1900 rubli czyli ok. 190 zł. Do późnych godzin wieczornych siedziałyśmy na nadbrzeżu Jeziora Onegi, robiło się już coraz chłodniej, pojawiły się chmury i zaczął kropić deszcz. W tym momencie dostałyśmy smsa (to było jak dar z niebios) od pary naukowców, który zaprosili nas do siebie. Skontaktowali się z nami dzięki Hospitality Club. Spędziłyśmy u nich 2 dni udając się potem w dalszy etap podróży. Cały czas byli z nami w kontakcie i służyli nam pomocą, informacją, jeśli była tak potrzeba – mówi S. Wieczór.
Po co właściwie dziewczyny pojechały w to akurat miejsce w Rosji? - Największą atrakcją, która przywiodła nas na Karelię, był skansen na wyspie Kiży, wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego UNESCO. Ta perełka architektury drewnianej sprawia, że człowiek ma wrażenie cofnięcia się w czasie o dobrych kilkaset lat – tłumaczy główny cel wyjazdu Sylwia. Problemem było jednak zdobycie mapy, by rozsądnie zaplanować pobyt. Właściwą mapę Karelii udało się podróżniczkom zdobyć dopiero w Pietrozawodsku. Dzięki temu wiedziały, gdzie i jak mogą się dostać.
Noc w muzeum?
Muzeum na wyspie Kiży to jeden wielki skansen, a nawet więcej. Bo prócz budynków są tam też ludzie, ubrani w stroje z epoki, wykonujący prace, jakie mieszkańcy tych terenów wykonywali przed wiekami. To wieloprofilowe muzeum historyczno-etnograficzno-architektoniczne położone na terytorium 10 tys. ha stanowi popularne centrum międzynarodowej turystyki, ściągając tłumnie ludzi z całego świata. - Na wyspę można się dostać z Pietrozawodska, bilet w obie strony dla Rosjan kosztuje ok. 600 rubli (60 zł), natomiast dla innostranców - obcokrajowców drugie tyle – wyjaśnia Sylwia. Z muzeami jest jednak tak, że bywają otwarte w określonych godzinach. Nie inaczej było i w tym wypadku. Dziewczyny chciały jednak poczuć magię miejsca, przedłużyły pobyt na wyspie do 22.00. Sęk w tym, że o 20.00 z wyspy – muzeum odpłynął ostatni statek. - Wstępnie miałyśmy kontakt z dziewczyną, która pracowała na tej wyspie, miałyśmy u niej spać. W drodze do niej spotkaliśmy policję. Jeden z policjantów postanowił sprawdzić, co my o tej porze tutaj jeszcze robimy. Powiedziałyśmy do kogo idziemy, dlaczego, itd. Puścił nas. Udałyśmy się w stronę wsi. Po 10 minutach policjant wrócił. Powiedział że nas podwiezie do tej znajomej. A skończyłyśmy na... komisariacie – opowiada S. Wieczór.
400% normy, czyli czterech zamiast jednego
Okazały się wielką atrakcją, policjanci chcieli posłuchać, jak to możliwe, że dwie dziewczyny zobaczyły gdzieś w internecie wyspę Kiży i postanowiły przyjechać. - Dyskutowaliśmy długo. Zaczął się problem, nie mogłyśmy skontaktować się z koleżanką, u której mieliśmy spać i policjanci nie bardzo wiedzieli, co z nami zrobić, gdzie nas przenocować, bo statki na ląd już nie kursowały. Powiedziałam, że mam śpiwór i wystarczy podłoga w komisariacie. Koleżanka chciała spać na dworze, w namiocie, nie godzili się na to. Gdzieś dzwonili, spisali nasze dane, wymyślili, że na sąsiedniej wyspie jest ich kolega, policjant, który ma tam daczę i że akurat ma ostatni dzień urlopu. I że weźmie nas do siebie. Zapowiadało się „ciekawie” - wspomina Sylwia wieczór na komisariacie.
Umówiony policjant przypłynął po dziewczyny łódką. Zaproponował nocleg za 500 rubli, czyli 50 zł. Stanęło na tym, że przenocują u niego za darmo a rano odwiezie je na wyspę. - Zaczęłam się obawiać – wyjaśnia S. Wieczór - obcy facet, obca wyspa, ciemno, wokół szuwary, nie wiedziałam gdzie idę, ale stwierdziłam, że w sumie jesteśmy we dwie, a on jest sam. Zaprowadził nas do siebie, do mieszkania służbowego. Oprócz tego mieszkania miał stary, 180-letni, piękny dom, zaprosił nas tam na kolację. I tam okazało się, że jest tam jeszcze jego trzech kolegów. Wtedy mina mi zrzedła.
Ewakuacja
Koledzy policjanta urlopowali, więc zajmowali się tym, czym zajmują się urlopujący mężczyźni – odpoczynkiem, łowieniem ryb oraz... wiadomo, w Rosji tym bardziej. Ugościli dziewczyny, pogadali, ba, zaproponowali nawet wspólną banię, czyli łaźnię. Aplauzu u dziewczyn pomysł z banią nie zdobył. W końcu podziękowały towarzystwu i wróciły spać na swoją kwaterę w służbówce policjanta. Po kwadransie dołączył do nich ów policjant, ponieważ koledzy nabrali wysokich lotów imprezowych a on musiał się wyspać na rano do pracy.
Rano zrobił herbatę, zasugerował, by podróżniczki zostały jeszcze jeden dzień, że pokaże im to, czego nie widują turyści. - Stwierdziłam, że jednak nie skorzystamy. Popłynęłyśmy z nim z powrotem na wyspę Kiży, bo to, że jedna noc minęła spokojnie nie znaczyło, że druga też tak minie – wyjaśnia, dziś już z uśmiechem Sylwia. - Z tym policjantem mamy kontakt, zaprosił nas za rok, ale nie wiem, czy skorzystamy. Gdyby przecież tam coś się nam stało, nikt nigdy by nas nie znalazł – dodaje. Później okazało się, że historie z policją jeszcze się nie skończyły.
Nielegalne emigrantki do Finlandii?
Kolejnym etapem podróży były Wyspy Sołowieckie. To archipelag sześciu wysp na Morzu Białym. Do dziewczyn uśmiechnęło się szczęście. - Jechałyśmy tam pociągiem. Musiałyśmy wstać o 5. 00 rano na stacji w Biełomorsku. Okazało się, że statek na wyspy pływa raz w tygodniu. Cud, że nam się udało. Bo statek odpływał o 8.00. Poznałyśmy w pociągu kobietę, którą na statek zabierał ze stacji znajomy. Zabrałyśmy się i tylko dzięki temu zdążyłyśmy na wypłynięcie. Gdyby nie poznana Olga i zapewniony przez nią transport, nie zdążyłybyśmy na statek - mówi Sylwia. Rejs trwał 4 godziny. Tam na 3 dni wynajęły kwaterę, nasiąkały magią miejsca. Główną atrakcją wysp jest Sobór Przemienienia Pańskiego. Sylwia wspomina, o nabożeństwach prawosławnych, przyrodzie i jedzeniu. - Suszona ryba nadaje się do jedzenia przez kilka lat. Stanowi idealną przekąskę do złocistego trunku, podobnie jak grzanki o rożnych smakach (grzybów, sera, bekonu, czerwonej ikry, śmietany z natką, pomidorów itp.) i wędzony zapleciony w warkocz ser. Polecam ten zestaw wszystkim smakoszom piwa. Do tego potrawy mączne, bliny. Rosjanie łączą wiele składników, żeby było tanio i żeby się najeść. Sałatka z buraków, sałatka z trawy morskiej, te smaki zostają w pamięci – mówi.
Czujne oko służb mundurowych towarzyszyło dziewczynom podczas kolejnej wycieczki, w rezerwacie Kostomuksza. Nieustannie pilnowano, gdzie Polki są i co robią. - To strefa przygraniczna, im się wydawało chyba, że my tam przyjechałyśmy uciec z Rosji do Finlandii – śmieje się S. Wieczór.
Trzy tygodnie szybko minęły. Miały szczęście, Karelia to region deszczowy, a im sprzyjała dobra pogoda. Miały też szczęście do przychylnie nastawionych ludzi.
Celem jest droga
- Urzeka mnie przestrzeń, tereny niezbyt popularne turystycznie, możliwość kontaktu z naturą, kocham spokój. Nie lubię wyjazdów zorganizowanych, zwiedzania miast. Do tego drewniana architektura, niezwykli ludzie, którzy mają w sobie ciepło, serdeczność, gościnność. Patrzę na to, co nas łączy, a nie na to, co nas dzieli. Zawsze na wschód, nie na zachód – mówi Sylwia, kiedy pytam, co właściwie skłania ją do odbywania takich podróży.
Wspomina od razu o swojej „podróży życia” z 2006 roku. Syberia, Irkuck, Bajkał, Tajga bez bieżącej wody i prądu. - Dymirtryj, nasz opiekun ze strony rosyjskiej powiedział, że jeszcze będę wracała do Polski, a już będę myślała o powrocie na Syberię. Coś w tym jest. Tęskniłam za Rosją. Stąd pomysł na Karelię – tłumaczy.
To rzadki pomysł, by z koleżanką wybrać się ot tak kawał drogi do obcego, niezbyt bezpiecznego państwa. Drążę ten wątek. - Chęć podróżowania jest większa niż strach przed niebezpieczeństwem. Starałam się unikać sytuacji niebezpiecznych, ale i tak się zdarzały takie, których nie przewidziałam. Trzeba starać się unikać kłopotów – odpowiada Sylwia. I od razu dodaje, że chce dalej eksplorować Rosję. - Teraz jesteśmy mądrzejsze na przyszłość.
Dopytuję o podstawowe wskazówki dla tych, którzy myślą o podobnej eskapadzie. - Jeśli chodzi o pieniądze, potrzeba ok. 2000zł, wiedziałam, że trzeba to zrobić jak najmniejszym kosztem. Zależało nam na niskich kosztach. Wydatek to wiza, podróż po Rosji, po to są duże odległości. Wizę zdobyć można łatwo, osobiście w ambasadzie w Poznaniu lub przez biuro podróży. Warto wspomnieć o komunikacji, są dwa typy pociągów. Jedne są z wagonami bez przedziałów, drugi mają przedziały. Może być problem z rezerwacją miejsc pociągu, trzeba sobie zaklepać bilety. Można rezerwować miejsca na stronach internetowych rosyjskich kolei, ale my nie mogłyśmy, nie miałyśmy mapy więc nie miałyśmy stuprocentowo rozplanowanych wyjazdów. Jak nie było miejsca w pociągu, kupowałyśmy bilet na następny dzień. Podróżowałyśmy nocą, raz - żeby zaoszczędzić na hotelu, dwa - nie tracić czasu – wyjaśnia Sylwia. O samym podróżowaniu po Rosji wyraża się w samych superlatywach – Pociągi w Rosji to bajka. Wszyscy w jednym wagonie, te bez przedziałów mają świetny, niepowtarzalny klimat. Wieczorem wszyscy zaczynają się kłaść, przebierają się w toalecie, kładą się, nogi wystają spod kołder. Wrzątek dostępny w ogromnym samowarze, można sobie coś zaparzyć. Miejsca leżące, atmosfera wspólnoty. Jak mam jechać 8 godzin do Krakowa to jest horror, tam jedziesz 14 godzin, leżysz, pijesz herbatę, piwo, jesz, wypoczywasz. Każdy wagon ma swoją opiekunkę – prowadnicę, która dba, by podróż przebiegała spokojnie, by każdy wysiadł na swojej stacji – wspomina Sylwia.
Pytam o rodzinę, czyn stukali się w czoło, kiedy powiedziała o swoich podróżniczych planach, - Zawsze się stukają, cała rodzina, ale wiedzą, że jak się stukają, tym bardziej postawię na swoim. Trzeba podróżować – mówi.
Podróż to jedno, powrót to drugie. Jak się wraca z takich podróży do zwykłej codzienności? - Trudno rozstać się z miejscem, o którym marzyło się kilka miesięcy – wyjaśnia. - Zwłaszcza jeśli to miejsce spełnia nasze oczekiwania. Powrót do rzeczywistości zabiera trochę czasu, bo choć fizycznie jestem w Polsce, to mentalnie nadal poza granicami kraju, ale bogactwo doświadczeń, przeżyć i wrażeń wyniesionych z podróży pozwala przetrwać do kolejnego wyjazdu. Kiedy wracam, przepełnia mnie radość, bo wiem, że to co zobaczyłam, jest moje i nic oraz nikt mi tego nie odbierze. To moje prawdzie bogactwo. Bo jak napisał Romuald Koperski w swojej książce „Przez Syberię na gapę” „widzieć a przeżyć to wielka różnica, wkładaj więc człeku plecak i ruszaj w drogę…”
Marek Grzelka
|