Nie jestem z Nowej Soli, ale zdziwiło mnie to, co zauważyłem na ul. Wojska Polskiego, tuż po skręcie z ul. Piłsudskiego.
Zaraz przy zakręcie jest przejście dla pieszych, stare. I chyba zamknięte. Chyba, bo słupki odgradzające drogę są. To świadczy o tym, że przejścia nie ma. Między słupkami nie ma jednak łańcuchów, które utrudniałby przejście. Nowe pasy są, ale kilkanaście metrów dalej. Z powodu braku łańcuchów, które ktoś pozrywał, bo najwyraźniej przeszkadzały, ludzie chodzą po starych pasach. I co się dzieje? Kierowca skręcając z Piłsudskiego ma przerąbane. Może nadziać się na pieszych. I tak się dzieje. Tym samym, żeby przepuścić ludzi, kierowca zatrzymuje się jeszcze na ul. Piłsudskiego wprowadzając zamęt na drodze i dezorientując innych kierowców. A brak łańcuchów jakby wołał pieszych, żeby przeszli w niedozwolonym miejscu prosto pod koła skręcających aut. W dodatku parę metrów dalej jest legalne przejście uczęszczane przez prawidłowo przechodzących nowosolan. Tak więc mamy dwie zebry koło siebie, z tego jedną „nielegalną”. Co się stanie, jak na „nielegalnych” pasach pod koła wpadnie pieszy? Zostanie to potraktowane jak wtargnięcie na jezdnię pod koła samochodu.
Oczywiście łańcuchy muszą znowu zawisnąć między słupkami przy starym przejściu. Wiem jednak, że to nic nie da. Z pewnością znowu zostaną zerwane. Niech jednak osoba, która je niszczy pomyśli troszkę, że nie tylko jest wandalem, ale również staje się sprawcą potrącenia. I tutaj, w przypadku wandala, pozostaje mi tylko apel do jego rozsądku, jeżeli taki ma. Służby odpowiedzialne za drogę z pewnością powieszą nowe łańcuchy, tylko jak długo będą one strzec zlikwidowanego przejścia i bezpieczeństwa mieszkańców?
(pij)
|