Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najbliższe wydarzenie
Polecamy artykuły
- Jak Jurek runął w przepaść pustki
- Wolontariat – fajna sprawa
- Mały łobuz wraca do domu
- Uwaga! Grypa atakuje. Warto się zaszczepić
- Nowosolanki wolą Niemców
- Policjanci zlikwidowali rozlewnię spirytusu
- Odrzańska biała flota coraz bliżej
- Drzewa na wagę złota
- O Wicku, co kobiety kochał nad wolność
- Świńska granda Janka z Rejowa
| Szef Porozumienia Zielonogórskiego: Pacjenci są najbardziej poszkodowani |
|
|
|
| Wpisany przez ark |
| czwartek, 12 stycznia 2012 10:02 |
|
O zamieszaniu wokół nowej listy leków refundowanych pisaliśmy przed tygodniem. Do aptek w całym kraju zaczęli przychodzić pacjenci, którzy otrzymali recepty z pieczątką „Refundacja leku do decyzji NFZ”. - Pozbawiono nas możliwości sprawdzania ubezpieczeń i decydowania o poziomie refundacji leków. Dlatego na receptach stawiamy pieczątki – grzmieli lekarze. Pacjenci byli załamani i zdezorientowani. Do redakcji TK zgłosiła się m.in. Olga Chwiałkowska, która zamieszanie wokół nowej listy leków refundowanych odczuła na własnej skórze. Z realizacją recepty z przysługującą jej zniżką miała duży problem, bo była na niej pieczątka. Odwiedziła kilka aptek. Wszędzie oferowano jej lek, ale z pełną odpłatnością. W końcu poszła do apteki przy spółdzielni mieszkaniowej na os. XXX-lecia. Tam spotkała się ze zrozumieniem farmaceuty, który zadzwonił do NFZ i wyjaśnił temat. Pani Olga kupiła lek ze zniżką. - Lekarstwo kupiłam taniej i to o 10 zł – uśmiecha się kobieta. Pani Olga nie rozumiała protestu lekarzy. - Jestem osobą przewlekle chorą, z orzeczoną grupą inwalidzką. Żeby wykupić lek, który biorę od dawna, musiałam stawać na głowie udowadniając, że jestem ubezpieczona – oburzała się. Wydawało się, że 4 stycznia lekarze, aptekarze i minister zdrowia osiągnęli kompromis w tej sprawie podpisując wspólny komunikat po burzliwych negocjacjach w Ministerstwie Zdrowia. Ale lekarze nadal stawiają pieczątki. Dlaczego? - Zacznę od tego, że o żadnym porozumieniu nie może być mowy, do czasu aż ministerstwo nie wprowadzi zmian w ustawie – mówi zdecydowanie Wojciech Perekitko, prezes Związku Lekarzy Pracodawców Podstawowej Opieki Zdrowotnej „Porozumienie Zielonogórskie”. Uważa, że cała sprawa, która wypłynęła w dzień przed świętami (nowa lista refundacyjna została ogłoszona 23 grudnia – red) głównie uderza w pacjentów. - Tak, to oni są najbardziej poszkodowani w całym zamieszaniu, a ja jako lekarz boję się ich leczyć. Od wielu dni panuje jeden wielki chaos. My, lekarze, stając w obronie dostępności pacjentów do leków, zaczęliśmy stawiać pieczątki – wyjaśnia dr. W. Perekitko. Denerwuje się, że to na medyków zepchnięto obowiązki biurokratyczne. - Proszę zwrócić uwagę, że nie ma dokumentu który wprost, a nie pośrednio stwierdza, czy pacjent jest ubezpieczony czy nie. Cała obsługa trwa długo, przez co przyjmujemy mniej pacjentów. Tę biurokrację trzeb ukrócić – mówi szef Porozumienia Zielonogórskiego w Lubuskim. Nowosolanin Edward Więckiewicz całą sytuacją w służbie zdrowia jest zniesmaczony. - Cóż można zrobić. Toleruję to zamieszanie wokół recept, bo nie mam innego wyjścia - uśmiecha się 68-latek. Jak sytuacja wygląda w aptekach? - Nasi klienci podchodzą do tego wszystkiego ze zrozumieniem. Od pierwszego dnia obowiązywania ustawy, a więc od poniedziałku, było tak, że wszystkich obsługiwaliśmy za okazaniem dowodu ubezpieczenia na najwyższą refundację – mówi Anna Lutkiewicz, kierownik Apteki Lubuskiej. Inni aptekarze z którymi rozmawialiśmy są podobnego zdania. - Ludzie naprawdę są cierpliwi, mimo że obsługa się wydłużyła a co za tym idzie były większe kolejki. Ale jak widać, uspokoiło się, dziś nie ma dużego ruchu – mówiła nam w poniedziałek rano inna farmaceutka. |









- Toleruję to zamieszanie wokół recept, bo nie mam innego wyjścia - mówi jeden z pacjentów. - Tak, to pacjenci są najbardziej poszkodowani – przyznaje Wojciech Perekitko, szef Porozumienia Zielonogórskiego w Lubuskim