|
Na ten dzień dzieci czekają cały rok. Wierzą, że nikt z dorosłych o nich nie zapomni. Postanowiliśmy zapytać siedmiolatków, jak wyobrażają sobie ten dzień, jakie prezenty chcieliby dostać i o czym marzą najbardziej.
Dzieci z Przedszkola Publicznego nr 12 w dniu swojego święta jadą do wioski indiańskiej w Ostaszewie. Wycieczkę zorganizowało im przedszkole. - Zamiast do wioski indiańskiej, która jest za Polkowicami, wolałbym pojechać na basen. Uwielbiam pływać, bo pływanie jest bardzo zdrowe i na basenie fajnie się można bawić – mówi Igor, miłośnik wodnych zabaw. W zdanie wchodzi mu koleżanka z grupy: - A ja bym chciała pojechać nad morze i nauczyć się nurkować tylko z małą rurką, która wychodzi z wody i przez nią się oddycha i jeszcze miałabym do tego specjalne okulary, żebym mogła widzieć co dokładnie dzieje się pod wodą, jak ten świat podwodny wygląda – zastanawia się Marcelina. Marzenia o ciepłych wodach mają też inne dziewczynki z jej grupy. - Ja bym chciała pojechać na plażę, ale chciałabym, żeby było ciepło. Mogłabym układać na plaży zamki z piasku przez cały dzień – zachwyca się Wiktoria. Podobne, choć nieco bardziej wygórowane marzenie na Dzień Dziecka ma Klaudia: - Ja bym chciała, żeby mama kupiła piękny domek na plaży. Cały czas kąpała się w morzu. A zimą? Zimą to bym pewnie rzucała śnieżkami – opowiada Klaudia. Są wśród przedszkolaków też takie osoby, które Dzień Dziecka pragną spędzić w przedszkolu. Tu najbardziej się podoba Kamilce, Zosi i Ani. - Lubimy bawić się z koleżankami, tu jest najfajniej. Uczyć też się lubimy, ale tylko troszkę – przyznają zgodnie dziewczynki. Chłopcy też mają swoje marzenia. - Chciałbym pojechać z moim tatą na ryby do Hiszpanii. Często jeżdżę z tatą na ryby, lubię je też rysować, to moje hobby. Ale do Hiszpanii dlatego, bo tam są takie ogromne ryby. Wiem bo widziałem w telewizji na programie przyrodniczym – wyjaśnia Kuba. Jego kolega Natan ma marzenie, które rodzicom z pewnością będzie trudno spełnić: - Chciałabym pojechać na cztery dni na safari. Takie prawdziwe w Afryce. Wtedy zobaczyłbym wszystkie zwierzęta. Szczególnie chciałbym spotkać lwa, no i trochę papugę – przyznaje Natan. Podobne marzenie, i z pewnością jeszcze trudniejsze do spełnienia ma Oliwia: - Ja chcę mieć całe zoo ze wszystkimi zwierzętami świata. Takimi, które codziennie rysuję. Trzymałabym je, te najgroźniejsze, w takiej szybie. Zrobiłabym im małą dziurkę, żeby mogły oddychać i drugą, większą, którędy podawałabym im jedzenie i picie. Bo o takiego lwa to trzeba dbać i dawać mu dużo jedzenia – mówi Oliwka. Marznie związane ze swoją pasją, rysowaniem, ma też Weronika. - Chciałabym dostać na Dzień Dziecka prawdziwego konia. To moje największe marzenie. Mógłby mnie zawieźć daleko i mogłabym na nim ćwiczyć. Czasami jeżdżę do prawdziwej stadniny i mam lekcje jazdy konnej, ale wolałabym mieć swojego własnego konia, bo zawiózłby mnie, gdzie tylko zapragnę – zachwyca się Weronika. Każde z dzieci ma własne, indywidualne marzenie. Jest jednak marzenie, które łączy wszystkie dzieci. Chcą mianowicie, żeby w ich święto nie zabrakło najważniejszych dla nich osób – ich rodziców i rodzeństwa.
Anna Dębska
|