Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najbliższe wydarzenie
data 03-09-2010 • 16:00
• Świetlica Klubu Odrodzenie - Park Odry
| Wieczorny spacer zakończył się walką o życie - wideo |
|
|
|
| Wpisany przez masa |
| sobota, 27 lutego 2010 18:26 |
|
To był koszmar W środę wieczorem 10 lutego, 15-letni Mateusz jak zwykle wyszedł na spacer ze swoim psem Enterem. Młody mieszaniec wesoło maszerował na smyczy po chodniku przy ul. Szkolnej. Wokół było cicho i sennie. Zaledwie w ciągu sekundy spokój zamienił się w koszmar. Kundelka zaatakował rozwścieczony amstaf, który skoczył wgryzł się w jego grzbiet. Enter zaczął piszczeć i skowyczeć, ale amstaffa to tylko „nakręcało”. Mateusz stanął w obronie swojego psa, ale 15-latek nie był dla amstaffa żadną przeszkodą. Bestia bez opamiętania gryzła mieszańca po karku i głowie. Zrozpaczony chłopak pobiegł do domu po rodziców. Po pięciu latach niebezpieczne Jacek Baranowski, strażnik miejski, przyznaje, że amstaffy to jedne z najgroźniejszych psów. - Raz pies tej rasy trafił do naszego tymczasowego schroniska. Zwierzę było tak agresywne, że nie mogliśmy sobie z nim poradzić. Gdyby mógł, rozszarpałby klatkę, w której siedział. Nikt nie był w stanie podejść do niego z jedzeniem. Pierwszy raz zetknąłem się z takimi pokładami agresji. Nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy zwierzę uśpić – opowiada J. Baranowski. Przyznaje jednak, że za takim charakterem psa stoi najczęściej jego nieodpowiedzialny właściciel. Przypomina sytuację sprzed roku, gdy na Pleszówku pozostawiony bez opieki amstaff zagryzł pieska rasy shihtzu. - Z kolei kilka dni temu zauważyliśmy biegającego ulicami 1 Maja i Kościuszki rottweilera. Namierzyliśmy właściciela, ale ten nie dał się wylegitymować. Nie mogąc sobie poradzić z mężczyzną, poczekaliśmy aż pójdzie do domu. Ustaliliśmy jego dane i teraz odpowie za pozostawienie psa bez opieki oraz niepodanie danych funkcjonariuszowi na służbie – oznajmia J. Baranowski. Psy ras niebezpiecznych atakują najczęściej inne psy. - Niewiele jednak trzeba, żeby rozwścieczone zaatakowały też człowieka. Te groźne psy przez pierwsze lata swojego życia są w miarę przewidywalne, gdy jednak skończą pięć lat, robią się nieobliczalne i bardzo groźne nawet dla swoich właścicieli – tłumaczy J. Baranowski. Często zdarza się, że wtedy lądują na ulicy i stwarzają ogromne zagrożenie. Bez rodowodu Zgodnie z ustawą psy należące do groźnych ras, jak amstaff, powinny być zarejestrowane. Problem w tym, że obowiązek dotyczy tylko psów z rodowodem. W nowosolskim urzędzie miasta zarejestrowanych jest tylko kilka takich zwierząt. Pies, który zaatakował Entera, rasowy nie jest. - Tymczasem najgroźniejsze bywają właśnie mieszańce niebezpiecznych ras – mówi J. Baranowski. Monika Owczarek
Komentarz Krzysztofa Koziołka Kompletny brak wyobraźni że za agresję u psów ras uznawanych za niebezpieczne odpowiadają ich właściciele, którzy nie mają wiedzy o tym, jak takie zwierzęta trzeba prowadzić. Równie często za taki stan rzeczy odpowiada chyba także kompletny brak wyobraźni. Bo jak nazwać fakt, że właściciel puszcza potencjalnego mordercę na ulicę bez kagańca? Co byłoby, gdyby ten amstaff rzucił się na Mateusza i dotkliwie go pogryzł? Kto płaciłby za leczenie i rehabilitację? A co byłoby, gdyby amstaff chłopcu rzucił się do gardła? I dlaczego właściciele tej bestii nie zadali sobie tych pytań, zanim doszło do dramatu? Czy naprawdę trzeba tragedii, żeby ktoś poszedł po rozum do głowy?! |
| Zmieniony: wtorek, 23 marca 2010 21:42 |





Rozwścieczony amstaff omal nie rozszarpał kundelka. Wszystko działo się na oczach 15-letniego Mateusza. Właścicielkę bestii ukarano 200-złotowym mandatem. Mamy nagranie z kamery, która zarejestrowała atak amstaffa.