Kilka koncertów, scena z prawdziwego zdarzenia i żądni dobrej zabawy ludzie. W sobotę na otwarcie sceny koncertowej Kaflowego przyszły tłumy. - Takiego miejsca w Nowej Soli brakowało – zgodnie przyznają bywalcy klubu.
- Kiedy będzie góra? - to od wielu miesięcy najczęściej zadawane pytanie w Kaflowym. Trzeba się było jednak uzbroić w cierpliwość. Wszyscy wiedzieli, że trwają prace, że będzie duża przestrzeń, scena na koncerty... Krzysztof Kluba, właściciel baru, do końca trzymał szczegóły w tajemnicy. Aż do soboty i Wielkiego Otwarcia Kaflowej Rockowej Sceny.
W kaflowym klimacie
Każdy, kto w ostatni weekend zawitał do Kaflowego, od razu kierował swoje kroki na górę, żeby zaspokoić ciekawość. Nowa sala nie rozczarowała. To przede wszytki ogromna przestrzeń, poza tym kilka stolików, scena, drugi bar. Wszystko utrzymane w dobrze znanym kaflowiczom klimacie. Widać w tym rękę K. Kluby i jego ojca, szerszej publiczności znanego jako Pan Kaziu. - Góra robi wrażenie. Klimat jest niesamowity. Jesteśmy u siebie – stwierdza Gosia Słodownik. - W Nowej Soli brakowało takiego lokalu. Teraz już jest – cieszy się Maciej Słodownik. W sobotę bywalcy baru mówili jednym głosem, pełnym zachwytu i superlatyw dla nowej sali. - W weekendy w Kaflowym trudno było o miejsce. Ciasnota czasami odstraszała. Teraz już tego nie będzie. I bardzo dobrze – mówi Malwina Szymakowska.
Wielkie pogo
Wielkie otwarcie nie mogło się obyć bez koncertów. Na dobry początek na scenie zaprezentowały się lokalne zespoły. Jako pierwsza zagrała reggaeowa grupa O.N.L. Muzycy choć przyjechali z Zielonej Góry, to z Nową Solą mają wiele wspólnego – tu jako uczniowie Elektryka stawiali swoje pierwsze kroki na scenie. - Cieszymy się, że możemy tu zagrać. Dla nas to też historyczny koncert. Po raz pierwszy, od kiedy istnieje zespół, występujemy bez Andrzej Rąka, współzałożyciela grupy – podkreśla Filip Musiał, wokalista.
Po słonecznych dźwiękach reggae przyszedł czas na soczystego rocka, czyli to co bywalcy Kaflowrgo mają we krwi. Qla jak zwykle pokazał klasę i moc. Chwilę później do wielkiej zabawy zagrzewał zespół Ten Rupees. Muzykom udało się porwać publiczność do pogowania pod sceną. - Czegoś takiego nie było od dawna. Poczułam się jak za starych dawnych czasów w Komarze – zaznacza Magda Babiarz. - Wcześniej nie było gdzie szaleć na koncertach, teraz jest miejsce. Jestem przekonana, że wszystkie koncerty będą tak wyglądały – uważa Beata Bartosiewicz.
Atmosfera zabawy nie opuszczała Kaflowego do białego rana. Imprezę zakończył w jamajskich rytmach Dziubee Drummer.
Czas pokaże
Nowa sala to nowe możliwości. Jakie? Czas pokaże. Amatorzy mocnego grania liczą na kolejne koncerty. Sami muzycy przyznają, że chętnie będą grali na nowej scenie. - W końcu Nowa Sól będzie miała salę koncertową, w której będzie można zagrać prawdziwy koncert – dodaje Julian Zarówny, basista O.N.L.
Właściciel klubu na razie nie snuje wielkich planów. - Góra to sala bankietowo-koncertowa. Będziemy otwierali ją podczas weekendów. Daleki jestem od tego, żeby Kaflowy stał się kolejnym centrum animacji kultury. Na pewno na górze będą odbywały się wszystkie koncerty i imprezy, które do tej pory organizowaliśmy w klubie – przyznaje K. Kluba. - Jestem otwarty na propozycje, ale wszystko będzie zależało od tego, czy będzie zainteresowanie – podkreśla.
Anna Rybarczyk
|