|
W środę 25 stycznia na wspólne posiedzenie komisji do sali radnych kożuchowskiego magistratu przybyli rodzice i nauczyciele z Broniszowa i Stupułowa. Chcą ratować swoje szkoły dla dobra dzieci. Burmistrz Andrzej Ogrodnik likwidację tłumaczy niżem demograficznym i chęcią działania dla dobra wiejskich dzieci.
Likwidacja placówek oświatowych to zawsze dramat. Dramat rodziców, którzy wolą mieć dzieci blisko. Dramat dzieci, które będą musiały wcześnie rano wstawać, żeby zdążyć na autobus. Nie wiadomo też czy zaaklimatyzują się w nowych klasach. Dramat nauczycieli, którzy stracą pracę. Burmistrz Andrzej Ogrodnik twierdzi, że gmina zaoszczędzi na zamknięciu szkół około 1,3 mln zł rocznie. W wyniku reorganizacji 21 nauczycieli i 10 pracowników straci etaty. Nikt nie zagwarantuje im ponownego przywrócenia do pracy. Ponad 140 uczniów będzie musiało dojeżdżać do szkół w Kożuchowie i Mirocinie Dolnym. Nikt nie obiecuje rodzicom, że ich dzieci trafią do wspólnych klas ani i nie będą traktowane po macoszemu. Radni przez rok mieli czas, aby zastanowić się nad propozycją burmistrza, ponieważ temat zamknięcia wiejskich szkół powraca jak bumerang. Wydaje się, że większość z nich poprze włodarzy. Procedura likwidacji zacznie się od podjęcia uchwały na lutowej sesji. Ostateczna decyzja o zamknięciu szkół zapadnie w kwietniu.
Dla dobra dzieci?
Powtarza się sytuacja sprzed roku, kiedy podjęto decyzję o odroczeniu zamiaru zamknięcia szkół o rok. Burmistrz i radni ugięli się wtedy pod naciskiem rodziców i nauczycieli. Po likwidacji szkół dzieci ze Stypułowa miałyby dojeżdżać do Kożuchowa, a dzieci z Broniszowa do Mirocina Dolnego. Jak zapewnia A. Ogrodnik dojazd dzieci autobusami nie przekroczy 20 min. Nikt jednak nie liczy czasu, który dzieci poświęcą na oczekiwanie na autobusy.
Dyrektorki oszczędzały na czym się dało. Zmniejszono zatrudnienie w administracji, oszczędzano na ogrzewaniu, łączono zajęcia artystyczne, historię, w-f, religię, języki obce. Do budynków szkolnych przeniesiono także filie biblioteki publicznej, za co szkoły nie pobierają żadnych opłat. Dla burmistrza to jednak za mało. Jest nieugięty. - Likwidacja szkół w Broniszowie i Stypułowie, to szukanie oszczędności w budżecie, poprzez redukcję etatów i stworzenie szans dla dzieci, które lepiej będą rozwijać się w grupie rówieśniczej – tłumaczy A. Ogrodnik. Nauczyciele z Broniszowa dziwią się, że włodarze nie zaczynają oszczędzania od siebie. Pieniędzy żałują na oświatę, ale na urząd nie. Kiedy nauczyciele i rodzice zapytali o diety radnych, zostali odesłani do stron internetowych BIP-u. - Dlaczego ciągle szukamy oszczędności na wsi. U nas jedyna lampa, która oświetlała dziurawą drogę do szkoły od miesięcy jest zepsuta – burzy się Lidia Wachowiak, matka z Broniszowa.
Rodzice i nauczyciele oczekują od burmistrza konkretnych wyliczeń, ile gmina zaoszczędzi, a ile będzie musiała przeznaczyć na wynajęcie autobusów, opiekuna, odprawy dla nauczycieli. A. Ogrodnik zapewnia jednak, że dialog dopiero się rozpoczyna. Podjęcie uchwały o zamiarze likwidacji placówek, to próba komunikacji ze społecznością. Rodzice i nauczyciele boją się jednak, że większość radnych w efekcie i tak opowie się za burmistrzem.
Burmistrz A. Ogrodnik w likwidacji szkół widzi same plusy. Jako jedyny minus wskazuje to, że dzieci będą musiały dojeżdżać. W budynkach szkolnych pozostać mają oddziały przedszkolne, świetlice i biblioteki. Pomieszczenia dostępne będą również dla mieszkańców. Gmina będzie szukać pomysłów na ich zagospodarowanie.
Gmina zaoszczędzi, dzieci stracą
Burmistrz A. Ogrodnik świetnie przygotował się do spotkania z radnymi. Przedstawił wizualizację przyszłych zmian. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej wykresom i tabelkom, to oszczędności z likwidacji szkół nie są szokujące. Plasują się na poziomie kilkunastu tysięcy.
Na środowe posiedzenie komisji przyjechała także Bożena Mierzgalska z Solidarności. - Proszę przeanalizować jakie są korzyści i jakie są straty wynikające z zamknięcia tych szkół. Te maleńkie dzieci, które raniutko muszą wstać, to także są koszty, ale społeczne. Na sprawę powinniśmy patrzeć też z takiej perspektywy. Ważna jest troska o dzieci, które im bliżej miejsca zamieszkania będą się uczyły, tym lepiej dla nich. Same pieniądze to nie wszystko – analizowała. Jak mówi B. Mierzgalska, zamknięcie tych dwóch szkół, to nie jest dobry pomysł, bo oszczędności nie są aż tak wielkie, jak burmistrz próbuje sugerować.
Rodzice także próbowali przemówić włodarzom do rozsądku. - Znam pana A. Ogrodnika jako dyrektora i świetnego pedagoga. Ucieszyłam się, gdy został pan burmistrzem. Teraz widzę jednak, że mit świetnego nauczyciela się już się zaciera. Gdzieś zagubił pan człowieczeństwo – mówiła Małgorzata Mazur, matka ośmiorga dzieci.
Dyrektorka szkoły w Broniszowie, Irena Stanulonis także przybliżyła oszczędności, jakie szkoła poczyniła przez rok. Nie wie, co jeszcze mogłaby zrobić. Wyłączyć światło? Twierdzi też, że wyjście, jakie proponuje burmistrz, przejęcie szkoły przez stowarzyszenie i przekształcenie jej w placówkę niepubliczną nie jest możliwe. - Nasze społeczeństwo jest trudne, często korzystające z pomocy społecznej. Rodzice nie są w stanie płacić za edukację dzieci – tłumaczyła. Głos na posiedzeniu zabrał także jej syn, lokalny przedsiębiorca. - Jako pracodawca wiem, że są jeszcze inne sposoby na szukanie oszczędności. Moloch nie daje takich szans dzieciom, jak mała szkoła, gdzie z każdym uczniem można porozmawiać. Nie traktujcie szkoły jak fabryki gwoździ. Czy nie chcecie, żeby młodzież jak ja kształciła się i wracała do swoich miejsc zamieszkania – mówił wzburzony Dawid Stanulonis.
Rodzice chcą konkretów
Rodzice ratunku dla szkół upatrują w przekształceniu je na filie szkół miejskich. Wtedy gmina mogłaby zaoszczędzić na administracji i dodatkach dla nauczyli. Żadne argumenty jednak nie przekonują burmistrza. - Był rok, a szkoły nie zaoszczędziły wystarczająco dużo – podkreśla. Przewodniczące Rady Rodziców ze Stupułowa już w grudniu pisały do A. Ogrodnika z prośbą o wyliczenie kosztów po likwidacji szkoły. Jednak nie dostały odpowiedzi. Jak zapewniają włodarze, ze względu na złożoność analizy, rodzice odpowiedź dostaną w późniejszym terminie - Zamknięcie szkoły, to dla nas dramat. Nasze dzieci wygrywają konkursy, starają się. Wiemy, że damy radę, jeśli szkoła byłaby filią. Uczniowie przyzwyczaili się już do swoich nauczycieli, ufają im. W razie potrzeby dzieci są na miejscu i rodzice w każdej chwili mogą przyjechać do szkoły. Między rodzicami, dziećmi i nauczycielami istnieje prawdziwa więź – mówi ze łzami w oczach Anita Mielnik, matka dwójki dzieci ze Stypułowa. Dyrektor szkoły, Joanna Pietruszka mówi, że utrzymanie szkoły tylko dla oddziału przedszkolnego jest bez sensu. Rodzice oczekują od burmistrza konkretnych wyliczeń, a nie tylko hipotez zobrazowanych na tabelkach - Ile stracą dzieci, a ile straci gmina? Myśleliśmy, że dziś podejmiemy z włodarzami dyskusję, a wydaje się, że jesteśmy postawieni przed faktem dokonanym – twierdzi M. Mazur.
Na wspólnym spotkaniu komisji radni w większości poparli burmistrza i przegłosowali uchwałę intencjonalną o zamiarze likwidacji szkół w Stypułowie i Broniszowie. Kolejne ustalenia w tym temacie podjęte zostaną na lutowej sesja rady gminy. Do kwietnia szkoły mają czas, by radnych przekonać do swoich racji. Czas pokaże czy burmistrz ugnie się pod naciskiem rodziców i nauczycieli.
Kamila Sietnik
|