Bibliotekarka Aleksandra Tomczak została zwolniona po naszej publikacji, w której pożaliła się, że w pracy jest zimno. Była na trzymiesięcznym wypowiedzeniu. W ub. tygodniu dostała naganę, bo w międzyczasie rozchorowała się a lekarz, który wystawił zwolnienie, popełnił błąd.
Aleksandra Tomczak, która pracowała w Bibliotece Publicznej opowiadała, że jest tam zimno, czasami musi ubierać kurtkę, żeby jakoś wytrzymać. Odważnie podkreślała, że dyrekcja powinna zapewnić pracownikom odpowiednie warunki pracy. Dodatkowo żaliła się, że ma utrudnione kontynuowanie studiów. Zaczęła walczyć o swoje prawa. Zwróciła się z pismem do dyrektor biblioteki Anny Kulczyckiej i do dyrektora KOKiS-u, który odpowiada za ogrzewanie Zamku. Wybrała się nawet do burmistrza Kożuchowa. Rezultatem tych starań było uruchomienie ogrzewania w bibliotece i skrócony czas pracy do sześciu godzin. Po naszej interwencji i ukazaniu się artykułu, dostała jednak wypowiedzenie z pracy. - Spodziewałam się, że sprawa może się tak skończyć. Liczyłam się z tym, ale nie potrafię już milczeć. W takich warunkach nie można pracować. Myślę, że inni pracownicy nie walczą o swoje prawa, bo boją się stracić pracę – stwierdziła A. Tomczak na łamach Tygodnika Krąg tuż po wręczeniu jej wypowiedzenia.
Bibliotekarka była na trzymiesięcznym wypowiedzeniu. Na początku stycznia się rozchorowała. Poszła na zwolnienie, które lekarz wystawił od 9 do 11 stycznia. Nie wyleczyła się i 12 poszła po dalsze zwolnienie. Lekarz przedłużył jej L-4 do 16 stycznia wpisując ciągłość, ale pomylił się w dacie i napisał nie „od 12” a „od 13” stycznia. Dyrektorka odczekała siedem dni, bo tyle kodeks pracy przewiduje na usprawiedliwienie nieobecności i wręczyła A. Tomczak dyscyplinarkę zmieniając warunki zwolnienia. - Do tego momentu nawet nie wiedziałam, że na zwolnieniu jest błąd... - przyznaje A. Tomczak, która poszła do lekarza z prośbą o wyjaśnienie. Ten wystawił jej zaświadczenie potwierdzając swoją pomyłkę podczas wypisywania zwolnienia. - Z tym poszłam do pani dyrektor, ale ta nie chciała rozmawiać. To ewidentny dowód na to, że dyrektorka chciała się mnie pozbyć za wszelką cenę – zapewnia A. Tomczak.
W sądzie pracy ruszył proces, w którym bibliotekarka domaga się uznania wypowiedzenia za bezpodstawne. Teraz myśli o kolejnym pozwie lub poszerzeniu pierwszego w sprawie zwolnienia dyscyplinarnego. - Będę walczyć o swoje prawa do końca, nie poddam się, bo wiem że mam rację – mówi kobieta.
Skontaktowaliśmy się z dyrektorką kożuchowskiej biblioteki Anna Kulczycką, ale ta nie chciała rozmawiać o sprawie. - Do zakończenia procesu nie chcę niczego komentować – ucięła rozmowę.
Kolejna rozprawa w lutym.
Mariusz Pojnar
Kamila Sietnik
|