|
Brzydkie budki z blachy kioskarze zamieniają na saloniki prasowe i butiki. Z miejskiego krajobrazu znikają kolejne budki z fastfoodami i gazetami. Nie ma już 30 wolnostojących boksów.
Od dawna nie ma śladu po budkach na pl. Floriana, przy Wojska Polskiego, przy ul. Zjednoczenia i wielu stojących kiedyś przy ul. Piłsudskiego. Tydzień temu zaszła kolejna wielka zmiana w nowosolskim krajobrazie. Zniknęły czerwone budki. - Dla mnie to wyjątkowa chwila. Po tylu latach kioski wyjechały na lawecie – przyznaje Dariusz Konieczny, właściciel dwóch z czerwonych budek. Nie było łatwo. - Kiedy przed laty usłyszałem, że mam je zlikwidować byłem zły. Tyle lat było dobrze, aż tu nagle zaczęły przeszkadzać – wspomina D. Konieczny. Podkreśla, że teraz uważa to za punkt zwrotny. Pomimo że budki zlikwidował, to swoją działalność rozwija. Na nowo. W eleganckim murowanym kiosku obok przystanku i byłych już czerwonych budek uruchamia profesjonalnego fastfooda. Jego żona w Parku Krasnala prowadzi lodziarnię. Znany jest również „Lodzik” państwa Koniecznych na os. XXX-lecia.
Nie wszyscy kioskarze rozwijają działalność tak, jak państwo Konieczni. Niektórzy bezpowrotnie zlikwidowali swoje punkty handlowe. Zdecydowana większość przyjęła jednak od miasta nowe lokalizacje i wybudowała lub jest w trakcie budowy nowych sklepików.
(...)
Jak najszybciej chce otworzyć nowy kiosk Mariola Wojtasiewicz. Jeszcze sprzedaje w budce z kątowników stojącej na roku ul. Wróblewskiego i Wrocławskiej, ale już niedługo. Obok trwa budowa kamienicy, do której się przeniesie. Na parterze powstanie punkt handlowy, na górze będzie małe mieszkanie. - Proszę spojrzeć, już zaczęłam się rozwijać. Od niedawna mam totolotka. Wszystko po to, żeby w nowej siedzibie mieć szeroką ofertę – zaznacza pani Mariola. Wspomina, że bardzo trudno było jej rozpocząć inwestycję. Tak jak wszyscy dostała od miasta grunt. Trzy lata trwały prace projektowe. Konserwator zabytków miał wiele zastrzeżeń. W końcu budowa ruszyła, a dziś kamienica już stoi. - Nie mogę się doczekać, kiedy się tam przeprowadzę – mówi pani M. Wojtasiewicz. Siedzimy wewnątrz kiosku. - Coś o Wiśniewskim proszę, bo córka go uwielbia – przerywa naszą rozmowę głos dobiegający z okienka. Pani Mariola szuka po gazetach. - Chyba nic nie mam. Ale trzeba zaglądać – odpowiada. Na kolana wskakuje jej ukochany piesek. Zawsze jest z nią w kiosku. W środku jest bardzo zimno. Zarówno pani Mariola jak i jej pies są ubrani w grube skafandry. - W nowym miejscu będę miała cieplutko. Mam wielkie plany co do tego sklepiku – zapowiada pani Mariola. Podchodzi kolejny klient. - Poproszę moją truciznę – dobiega z okienka niski męski głos. Mężczyzna dostaje paczkę papierosów. Kiosk pani Marioli ma swoich stałych klientów. - Nie obawiam się, że do mnie nie przyjdą. Stale mnie ktoś pyta, kiedy będę handlować w nowej kamienicy. Mówią, że już nie mogą się doczekać, żeby ze mną porozmawiać twarzą w twarz, a nie przez okienko – śmieje się M. Wojtasiewicz.
Monika Owczarek
Więcej we wtorkowym wydaniu Tygodnika Krąg.
|